sobota, 27 października 2012

Wstęp może będzie taki, że go nie będzie ;)

Chicago – ehh już chyba ostatni z wielkich musicali (o Boże, jest jeszcze na pewno „Kabaret”), chociaż ten może aż tak wielki to nie jest, ale po ocenach widzę, że dobry co najmniej. Zmusiłem się niemal do jego oglądania i nie wiem czy musical jako gatunek nie wskoczy przed horrory i melodramaty oczywiście w tej najgorszej kategorii. Po musicalu oczekuję genialnych piosenek, takich, które być może będę słuchał nawet długo po jego obejrzeniu. Tu takich nie ma i żadna z piosenek nawet nie utkwiła mi w głowie, co może świadczyć o wątpliwej charakterystyczności tych utworów. Czyli innymi słowy – piosenki były mdłe i do luftu. Skupiłem się więc na fabule, którą można opowiedzieć w kilku zdaniach, a film ciągnie się niemiłosiernie przez 2 godziny. Miałem wrażenie, że piosenki tylko sztucznie wydłużają jego czas (czy przypadkiem nie o to chodzi w musicalach?). Gere, Zeta-Jones czy Zellweger to nie są moi zdecydowanie ulubieni aktorzy toteż na patrzenie na nich też zbytniej ochoty nie miałem. Dobrze, że mam to wszystko za sobą. 4+/10

Królewna Śnieżka i Łowca - ostatnio w modzie znowu sport, jaki zapoczątkowała z powodzeniem Clarice Sterling w "Milczeniu owiec", a jakim jest oczywiście bieganie po lesie. Był "Zmierzch" (albo i jeszcze jest), był świeży "Dom w głębi lasu" i są i będą "Igrzyska śmierci" mające iść tropem "Zmierzchu" plus milion pińcet sto dziewińcet horrorów. Królewna Śnieżka i rola oszałamiającej Charlize Theron to być może jedyna zaleta filmu. Na pewno jedyna bezdyskusyjna. Cały film jest wtórny i wydaje się zlepkiem innych, ale nie takim zlepkiem jakim jest "Uprowadzona", a zlepkiem nudnym i niewybijającym się ponad pewien średni poziom. Od biedy można obejrzeć, ale nie ma przymusu. 6/10

Przepowiednia - bardzo ciekawy thriller z bardzo ciekawą historią, ale jak większość filmów z gatunku tylko do momentu. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało to zainteresowała mnie historia Człowieka-ćmy. Plus dla filmu za to, że wpoił mi kolejną głupią i irracjonalną ciekawostkę, jaką jest właśnie legenda wspomnianego człowieka-zwierzęcia, którego niby nie ma, a którego widziała ponad setka ludzi w różnym czasie i miejscu na Ziemi. Już na samym początku film stawia bardzo dużo pytań, na które ma ambicje odpowiedzieć. Okazuje się, że odpowiedź jest jedna, a końcówka wyraźnie się gubi i popada w śmieszność. Film ma momenty, ale głównie rządzi się nim chaos. 6/10



„Tylu fajnych chłopaków zmarnowało się przez kobiety”. Ten cytat z „Wniebowziętych” z powodzeniem mógłby odnosić się do Fergusa  gdyby nie to, że zanim poznał on tę dziewczynę był już mało ciekawą osobistością.

Festyn w Belfaście. Angielski żołnierz wyrywa piękną panienkę, wszystko idzie w jak najlepszym kierunku, aż do momentu kiedy poczuje zimno lufy pistoletu przy swojej potylicy. Zostaje porwany przez IRĘ, która bierze go jako zakładnika i żąda jego wymiany za swojego człowieka siedzącego za kratami. Wszystko ma się wyjaśnić w ciągu 3 dni. Żołnierz jest przetrzymywany i pilnowany na zmianę 24 h na dobę. Tyle, że zmiana jednego z żołnierzy IRA – Fergusa wydaje się nadzwyczaj długa, a on sam zaczyna niebezpiecznie spoufalać się z więźniem. Po 3 dniach sytuacja się wyjaśnia, a Fergus zaczyna żyć swoim życiem odcinając się od swojej nielegalnej działalności. W pamięci ma jednak dalej więźnia i tajemniczą Dil, o której tyle wspominał. Postanawia ją odnaleźć i zbliżyć do niej.

Dziwny to film. Początkowe pół godziny jesteśmy świadkiem dialogów pomiędzy Fergusem a więźniem Jodym. Rozmawiają o krykiecie, o piwku na skałce i nie jest dla nikogo tajemnicą, że więzień próbuje wpłynąć tym na działanie pilnującego go żołnierza ochotnika, a tym samym doprowadzić do swojego uwolnienia. Dalej następuje przeskok miejsca, akcji i czasu. Fergus nieprzypadkowo spotyka Dil i zaczyna się…

Jako wielbiciel thrillerów stanowczo protestuję przeciwko nazywaniu „Gry pozorów” właśnie tym mianem. Nie występuje w nim żadne napięcie, nie ma atmosfery tajemniczości, nie ma jakiejś intrygi czy czegokolwiek, co miałoby w finale nagle zaskoczyć. Druga część filmu to mało pasjonujące ukazanie dosyć specyficznej relacji między Fergusem a Dil. W ich związku role zostają odwrócone – to Dil jest facetem, a Fergus zachowuje się jak rasowa kobieta. Nie wie zupełnie czego chce, dąsa się, marudzi, a to Dil dyktuje (w większości dosłownie) mu co ma robić. Przykro mi się na to patrzyło, bo mało w tym było nieprzewidywalności. I tu pojawia się jedna scena. Nie można pisać tekstu o „Grze pozorów” i nie wspomnieć o tym twiście. Nie powiem, wzdrygnąłem się kiedy nagle zostałem uderzony tym nagłym zwrotem akcji, przeszedł mnie impuls, ale przecież ta jedna scena, a raczej jej zaskakujący wydźwięk nie zrekompensuje mi reszty filmu. Po tej scenie (ehh pisanie tekstu bez spoilerów naprawdę potrafi uprzykrzyć życie) znowu przechodzimy do nudnych  dylematów Fergusa. I już do końca jesteśmy katowani próbą zmierzenia się obojga bohaterów właśnie z tą sytuacją. Stephen Rea przez cały film nie zmienia nastroju i ma tę samą, znudzoną minę, a przecież nawet taką ciapę jak Fergus można było zagrać ciekawiej aniżeli tylko przyjmując bierną postawę znudzenia. [SPOILER] Grający Dil Jaye Davidson wypadł o niebo lepiej i to jemu/jej należą się pochwały za grę aktorską w filmie. [KONIEC SPOILERA]

„Gra pozorów” to melodramat jedyny w swoim rodzaju, ale to niekoniecznie musi być jego zaleta. Miałem mały problem z jego ocenieniem, ale jeżeli przyjąć, że najważniejszym czynnikiem wpływającym na ocenę jest zaciekawienie widza, no to przykro mi. Tu już nie mam wątpliwości, że film mnie wynudził i czekałem tylko zaskakującego finału, który miał nadejść. Niestety takowego zakończenia nie było, a cała siła „Gry pozorów” tkwi w tej jednej scenie, która choć jest zaskakująca to nie ratuje filmu.

Tytuł oryginalny: The Crying Game

Rok produkcji: 1992

Reżyser: Neil Jordan

Obsada: Stephen Rea, Jaye Davidson, Forest Whitaker

Gatunek: Melodramat

Ocena: 5/10

Zakładki:
Inne strony
Konkurencja dalej w grze
Konkurencja śpiąca
Księga gości i kontakt
Recenzje
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u