niedziela, 30 września 2012

Meksyk. Jeden z najbardziej katolickich krajów na świecie, a jednocześnie państwo z jednym z najwyższych odsetków przestępczości. Kraj paradoksów, gdzie jest ponoć większy „Meksyk” niż u nas. Kartele narkotykowe poczynają tam sobie coraz śmielej, porwania ludzi są na porządku dziennym, a władze albo skorumpowane albo atakowane w brutalnych napaściach. Jednym słowem – piekło. Nic dziwnego, że każdego dnia setki czy tysiące ludzi za cenę swojego życia próbuje przebić się za granicę, do kraju marzeń – USA. Stając przed wyborem – męczyć się większość życia albo zginąć z ręki gangu,  a dać się zabić straży granicznej sporo osób wybiera to drugie. Oczywiście większości woli w ogóle nie umierać, ale przejście za granicę w jednym kawałku bardzo często zależy jedynie od szczęścia, od chwili.

Sayra wraz z ojcem , którego nie widziała szmat czasu wędrówkę do ziemi obiecanej zaczyna aż z Gwatemali. Dziewczyna nie jest zbytnio z tego faktu zadowolona zwłaszcza, że rusza do niemal obcej sobie „rodziny”. Willy z kolei znany jest bardziej jako Casper i przynależy do lokalnego gangu Mara Salvatrucha. Za jego sprawą jesteśmy świadkiem wprowadzania nowego członka do grup, może 12-letniego chłopca mimo, że sam jest od niego ze 4 lata starszy. Przywódca gangu również nie wygląda na więcej niż 20-stkę. Casper za sprawą jednego małego kłamstewka popada w niełaskę szefa. W to wszystko zostaje wplątana dziewczyna Caspera, której ciekawość (ahh te ciekawskie baby) prowadzi ją do zguby. Casper mści się na szefie swojego gangu, za co  oczywiście dostaje zaoczny wyrok śmierci. Zaczyna się polowanie na młodego chłopaka przez innych chłopaków.

„Ucieczkę z piekła” można na upartego podpiąć pod kino drogi. Sporą część filmu oglądamy z perspektywy pociągu, a raczej dachu pociągu, na którym podążają nasi bohaterowie, a potem samochodu. Są cały czas w drodze. To głównie dwójka młodych nastolatków – losy Sayry i Willy’ego zacieśniają się w kluczowym dla filmu momencie. Ambicją Willy’ego jest po prostu uciec choć zdaje się, że chłopak już pogodził się ze swoim marnym losem. Jest mu obojętne czy będzie dalej żyć czy też nie. Tyle, że młoda Sayra wyczuwa w nim bratnią duszę i chce iść razem z nim nawet na koniec świata. „Nie rozumiesz, że jestem już trupem?! Mafia ma dobrą pamięć (…) nawet nie masz pojęcia w co się wpakowałaś”. To dwójka zagubionych dzieciaków, którzy nie potrafią się odnaleźć w tym świecie. Willy zapewne wstąpił do gangu, bo nie miał innych perspektyw w slumsach. Sporo rzeczy musimy się domyślać, ale nie są to raczej skomplikowane sprawy. Film może nie jest tak brutalny jak inne podobne, ale niesamowicie mnie poruszył. Swoją surowością, naturalizmem i oszczędnością w środkach. Nie bazuje na żadnym konkretnym przypadku, ale nietrudno uwierzyć, że takie historie w tym rejonie się zdarzają. Od małego dzieci zderzają się z brutalną przemocą i śmiercią, a  często ich jedynym zajęciem jest właśnie gangsterka. Kosę w żebra można zebrać np. za wejście nie na swój teren. Nasze problemy wydają się niczym w porównaniu z tymi, jakie mają miejsce w ubogich dzielnicach Meksyku.

1,5 h minęło mi jak z bicza strzelił. Film gorzki, smutny i ze smutnymi ludźmi, ale prawdziwy i pewnie dlatego oglądałem go w niemałym szoku. Najbliżej mu chyba do „Amores Perros”, a moim zdaniem jest sporo lepszy niż chwalone „Miasto Boga”.



Tytuł oryginalny: Sin Nombre

Rok produkcji: 2009

Reżyser: Cary Fukunaga

Obsada: Edgar Flores, Paulina Gaitan, Luis Fernando Pena

Gatunek: Dramat

Ocena: 9/10

Zakładki:
Inne strony
Konkurencja dalej w grze
Konkurencja śpiąca
Księga gości i kontakt
Recenzje
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u