sobota, 14 maja 2011

Tej recenzji w ogóle być nie powinno. Nie dlatego, że nie ma materiału na nią, ale dlatego, że film jest tak niskich lotów, że nie powinno się nad nimi zbyt długo rozwodzić. Niemniej jednak obiecałem sobie, że zrecenzuję wszystkie filmy z listy, która pojawiła się na blogu na początku roku. I tak też będzie. Na razie jest niestety 2:0 dla reszty świata, bo „Jestem numerem cztery” przedstawia podobny poziom co pierwszy z filmów – „The Resident”.

Okej, jak już zapewniłem o swojej miłości do filmu to mogę z czystym sercem przejść do argumentów, czyli obsmarowywania i wypunktowywania minusów. Chociaż może warto się zastanowić czemu akurat ten film jest nieudany, bo co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Albo nie – lepiej byłoby pomyśleć bądź przypomnieć sobie czemu czekałem na ten film z takim utęsknieniem. Być może zachęcił mnie zwiastun, ale w tej chwili nie mam siły się już nim katować i tego sprawdzać.

Gdybym miał z 10 lat mniej na karku lub tylko 10 wiosen i właśnie przystępował do sakramentu I-szej komunii świętej to „Jestem numerem cztery” by mną zawładnął bez dwóch zdań. Jest dużo akcji, efektów specjalnych i drużyna futbolowa, której członkiem zawsze chciałem być (zakładamy teoretycznie). No to o co chodzi? A o to, że to film schematyczny do szpiku kości i gdyby pokuszono się o wycięcie scen powszechnie śmierdzących powtarzalnością to prawdopodobnie nie zostałoby nic. Film zrobiony dla kasy, który nawet przez moment nie stara się udawać, że tak nie jest.

Jedną z jego większych zalet wad jest fakt, że to tak naprawdę wstęp, prolog do następnych możliwych kontynuacji – ekranizacji książek na podstawie których go nakręcono. I tak np. cała nasza wiedza po seansie zamyka się w dosłownie kilku słowach dotyczących fabuły i głównego bohatera. Było ich 9. Musieli uciekać z innej planety, która została zniszczona przez bandę dziwolągów. Schowali się na Ziemi, a wraz z nimi przybyli na nią dziwolągi, którzy na nich polują „one by one”. Nie wiadomo po co. Najwidoczniej tak musi być i już. Albo miało to zostać wytłumaczone w następnych filmach, które być może nigdy nie powstaną.

Aha, nasz John Smith, oznaczony numerem „4” a obecnie numero uno na liście dziwolągów, posiada także ponadnaturalne moce, których się dopiero uczy. Tuła się z miasta do miasta, a w nowej szkole poznaje stały skład amerykańskich filmów młodzieżowych, tj. twardzieli z drużyny futbolowej, z którymi oczywiści wchodzi w otwarty konflikt, kujona gnębionego przez tych osiłków oraz piękność, byłą dziewczynę twardzieli. A on sam musi w dodatku zmagać się z tym swoim przekleństwem, mocami, których przecież nikt nie może u niego odkryć, a w szczególności dziwolągi.

Niezbyt przekonujące efekty specjalne (na czele z komputerowymi chimerami), aktorstwo na najniższym poziomie i wiele, wiele innych. Mógłbym tak wymieniać dosyć długo i gnębić to filmidło, ale nie ma to większego sensu, bo jak jest koń każdy widzi. Próbuję znaleźć jakieś plusy, ale nie umiem dlatego z miłą chęcią posłuchałbym jakiś waszych propozycji. Znalazłem jeden i to naciągany, dzięki któremu ocena jest i tak wyższa niż być powinna, a mianowicie, że film mi szybko zleciał. Trudno to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, ale tak było i dlatego numer cztery jesteś dla mnie co najwyżej 4 i pół.



Tytuł oryginalny: I Am Number Four

Rok produkcji: 2011

Reżyser: D.J. Caruso

Obsada: Alex Pettyfer, Timothy Olyphant, Teresa Palmer, Dianna Agron

Gatunek: Sci-fi (?)

Ocena: 4+/10



poniedziałek, 02 maja 2011

Norymberga – rok 1935. Z rozkazu wodza III Rzeszy, Adolfa Hitlera ogłoszone i wprowadzone w życie zostają tzw. ustawy norymberskie. Zakazują one między innymi zanieczyszczeń rasowych, mieszania ras, czyli w praktyce jakiegokolwiek kontaktu czystej i najwyższej rasy aryjskiej z plugawym i najniższym w hierarchii narodem żydowskim. Każdy taki kontakt jest bezwzględnie ścigany, a potem surowo karany, nierzadko karą śmierci. Norymberga – rok 1945. Początek procesów norymberskich mających na celu sprawiedliwe osądzenie zbrodniarzy hitlerowskich wliczając w to także lekarzy, sędziów czy urzędników państwowych. "Sprawiedliwe" mimo, że wiele osób chętnie widziałoby ich trupem bez żadnego procesu.

To właśnie sędziowie oraz przedstawiciele ministerstwa sprawiedliwości są bohaterami „Wyroku w Norymberdze”. Przez cały film jesteśmy świadkami sądzenia 4 spośród kilkuset osób oskarżonych przez powojenne sądy o zbrodnie przeciwko ludzkości czy masowe mordy. Spośród tych 4 osób przed szereg zdecydowanie wysuwa się jedna z postaci – Ernst Janning, minister sprawiedliwości w świcie fuhrera. Człowiek bez wątpienia o bardzo interesującym profilu, autor wielu książek naukowych, w tym podręczników uczelnianych, ceniony prawnik, który jednak w momencie objęcia władzy przez Hitlera nie tylko się nie wycofał, ale i bez reszty podporządkował jego poleceniom.

Zmylił mnie krótki opis, gdyż spodziewałem się raczej, że będzie on traktował o najsłynniejszym z 13 procesów norymberskich, w którym sądzono takie niechlubne sławy jak Goring, von Ribbentrop, Frank czy Hess. Okazało się, że to prawnicy zasiadają na ławie oskarżonych w filmie. Później pomyślałem, że to może i nawet lepiej, że nie ma głośnych nazwisk, bo przecież wina przywódców SS, Gestapo czy innych najbliższych współpracowników Hitlera była absolutnie niepodważalna. Natomiast sędziowie, którzy tworzyli prawo w tamtym czasie czy też wydawali decyzje „zalegalizowujące” zbrodnie wtedy dokonywane, nie mieli już w tym tak głębokiego udziału, a ich ręce nie były splamione krwią w takim samym stopniu jak reszty zbrodniarzy wcześniej wymienionych. W dalszym ciągu są winni, ale ich wina jest często bardzo sporną kwestią a i dowodów na nią jest mniej.

„Nic o tym nie wiedzieliśmy” – słowa, które możemy usłyszeć niemal od każdego oskarżonego na tamtej Sali, ale jest to wymówka także i większości narodu niemieckiego. Jakim cudem można nie zauważyć śmierci 6 mln osób?! Przepełnione wagony kolejowe, brutalne porwania czy tajemnicze zniknięcia setek tysięcy osób – znajomych, sąsiadów, członków rodziny i cała sieć obozów koncentracyjnych – tego nie sposób przeoczyć nawet się tym nie interesując. W podobnym tonie wypowiada się Janning, sam siebie w zasadzie oskarżając, a jego oświadczenie jest nota bene jednym z najlepszych momentów w filmie.

Całość trwa coś koło 3 godzin zegarowych, więc całkiem niemało. Z pełną świadomością muszę przyznać, że ogląda się ją jednym tchem. Efekt psuje nieco wątek znajomości głównego sędziego z pewną Niemką (w tej roli Marlene Dietrich), który przeplata się z wydarzeniami z sali w Pałacu Sprawiedliwości i nieco zwalnia żywe tempo filmu. A to właśnie te wydarzenia, podobnie jak w każdym dramacie sądowym, są jego niezaprzeczalną zaletą. Znakomite dialogi, świetna gra aktorska (w szczególności wymienionego Burta Lancastera w roli ministra oraz Maximilliana Schella w roli obrońcy) i bardzo żywiołowa konfrontacja na linii obrona-oskarżyciel.

Film ma już bagatela pół wieku i był jednym z pierwszych, który podejmował tę problematykę. Przy okazji rozejrzałem się za innymi obrazami i ku mojemu zdziwieniu wiele ich nie znalazłem. Oprócz tego są jeszcze ze 2 czy 3 filmy o tym wydarzeniu, a recenzowany przeze mnie „Wyrok w Norymberdze” postawił poprzeczkę tak wysoko, że nie wiem czy któryś z nich będzie ją w stanie przeskoczyć. Nawet gdyby spojrzeć na to w szerszej perspektywie, jako na gatunek to tylko „12 Gniewnych ludzi” może z nim rywalizować o palmę najlepszego dramatu sądowego.

Nie wyczerpuje on tematu, bo temat jest niemal niewyczerpywalny, ale podejmuje najważniejsze z kontrowersji i aspektów, które powinien. Bardzo realistycznie przedstawia działania nie tylko wyżej postawionych w społeczeństwie niemieckim, ale i reakcje zwykłych obywateli na to, co się wtedy działo. A wszystko to w formie ożywionej dyskusji na sali sądowej.

P.S. Nie wiedzieć czemu nazwiska w filmie nie pokrywają się z tymi prawdziwymi

 

Tytuł oryginalny: Judgment at Nuremberg

Rok produkcji: 1961

Reżyser: Stanley Kramer

Obsada: Spencer Tracy, Maximillian Schell, Burt Lancaster, Marlene Dietrich

Gatunek: Dramat sądowy

Ocena: 9/10



Zakładki:
Inne strony
Konkurencja dalej w grze
Konkurencja śpiąca
Księga gości i kontakt
Recenzje
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u