sobota, 26 marca 2011

Z tego co ostatnio się rozglądam to zapanowała jakaś moda na TOP100 swoich ulubionych filmów. Fajna w sumie sprawa, ale ja ogłaszam wszem i wobec, że u mnie na blogu szybko nic takiego się nie pojawi. Powód? Za mało obejrzanych filmów. Wróć! Za dużo obejrzanych filmów – tak lepiej brzmi ;] No bo jak niby z miliarda „zaliczonych” filmów wybrać tę stówę najlepszych? Zwłaszcza, że masy z nich już nie pamiętam. To jak ktoś się będzie pytał czemu nie wybrałem setki to mówcie, że mam za dużo na głowie i brak czasu. No dobra, zbyt leniwy jestem, dlatego nie ma tego topu.

Czy Essential Killing znalazłoby się w mojej ukochanej setuni? Od razu mówię, że nie. I to nie jest spowodowane tylko i wyłącznie tym, że jest to film polski. Już od dawien dawna (czyli w sumie od roku może) przekonuję się, że z polskim kinem nie jest aż tak tragicznie. Wystarczy tylko dobrze pogrzebać w sensie jak najbardziej pozytywnym. Essential Killing wygrzebała dla mnie akurat sama Wenecja. A skoro Wenecja poleca światu polski film to jak ja jako Polak miałbym go sobie odpuścić?

Wiem co może się w tym filmie nie podobać i długo się nad tym nie zastanawiałem. Brak akcji i nuda. To prawda – jest momentami nudno, ale nie bardziej niż w szpitalu w Leśnej Górze. Sam fakt, że główny bohater nie odzywa się ani słowem przez cały film daje już niemały wgląd w tę sytuację. Powiem więcej – inni też nie kłapią jęzorem na prawo i lewo. Oprócz kilkunastu linijek po angielsku i kilku swojskich po polsku słychać tylko ujadanie psów. Dialogi nie są mocną stroną tego filmu i dobrze. Zapewne tak miało być, że to przejmująca cisza ewentualnie „deptany śnieg” mają budować napięcie.

Główny bohater, Arab ucieka z więziennego konwoju, który wiezie go na następną porcję tortur. Na przeszkodzie oprócz tropiących go strażników więziennych stają mu głównie drzewa i śnieg. Dużo drzew i jeszcze więcej śniegu. Skalę tego problemu świetnie obrazują ujęcia wielkich połaci ośnieżonego terenu z lotu ptaka. Skoro już wiemy, że akcja filmu toczy się w zimie to również głód zaczyna zaglądać w oczy naszemu tajemniczemu uciekinierowi. Zaczyna więc niczym Bear Grylls desperacką walkę o przetrwanie.

O głównej postaci nie wiemy nic. I może właśnie dlatego ciężko z początku się z nim utożsamić. I może później też nie zasypano nas informacjami o nim, to jednak godzina z kawałkiem spędzona z nim robi swoje. Szybko zaczynają się domysły. Kim on jest? Co czuje i myśli? Jaka jest jego historia? Pewne jest to, że towarzyszyło mu zwątpienie. Brak perspektyw choćby i na następne kilka godzin oraz niezaspokojenie tak podstawowych potrzeb jak jedzenie i spanie potrafiłoby złamać każdego.

Nawet w ostatnich minutach Skolimowski nie zdradza nam za kogo mamy brać tego towarzysza. Wróg czy przyjaciel? Niebezpieczny terrorysta czy niesłusznie oskarżony zbieg? Wszystko zależy od widza jak na to spojrzy.

Jest „7”, bo niektóre sceny, ale tylko niektóre naprawdę potrafią znużyć. A mam takie wrażenie, że nie mogły już zostać „wykopane” z filmu, bo nie starczyłoby scen na pełny metraż. I za to należy się nagana. Poprzedni film Skolimowskiego – „Cztery Noce z Anną” jednak bardziej mi się spodobał. Szkoda, że u nas go nie doceniono i tak nie reklamowano.

 

Tytuł oryginalny: Essential Killing

Rok produkcji: 2010

Reżyser: Jerzy Skolimowski

Obsada: Vincent Gallo, Emmanuelle Seigner

Gatunek: Thriller

Ocena: 7/10

sobota, 05 marca 2011

Pierwszy film z mojej 12-nastki najbardziej oczekiwanych filmów roku. Pierwszy i od razu wtopa. Julie zostaje zdradzona przez swojego wieloletniego ukochanego. Żeby móc szybciej zapomnieć znajduje sobie nowe mieszkanie w nowym mieście. Cena mieszkania jak na Nowy Jork jest bardzo podejrzana i  apetyczna  zarazem. Podobnie jak właściciel, toteż Julie długo się nie zastanawia. Jedynym haczykiem jest fakt, że trwa w nim jeszcze mały remont, a wspomniany już jego posiadacz nie jest do końca zdrowy na umyśle.

Już od pierwszej wspólnej sceny wiadomo, że ta para ma się ku sobie. A kiedy Max, właściciel grany przez uroczego Jeffrey’a Dean Morgana, prosi o referencje nowej mieszkanki tylko po to, żeby za 5 sekund o nich zapomnieć, wszystko staje się jasne. Wytwarza się między nimi chemia. Potem sprawy się nieco zapętlają i nastaje prawdziwy dramat.

Jakkolwiek śmiesznie to nie zabrzmi w odniesieniu akurat do tego filmu to opowiada on o skomplikowanych relacjach damsko-męskich. Trochę głupio o tym mówić, bo filmowi najbliżej do thrillera.  Ale nie jest to thriller na miarę „Siedem” czy „Szóstego zmysłu”, a raczej przeciętniak. Fakt, że musiałem przed pisaniem tej notki sobie go nieco odświeżyć mówi sam za siebie. Zresztą czego ja się spodziewałem po filmie wprowadzonym prosto na rynek DVD.

Źle rozegrano cały konspekt, na którym opiera się „The Resident”. Praktycznie już po 20 minutach wiemy bardzo dużo, moim zdaniem za dużo. Można było przez dłuższy czas utrzymywać tę atmosferę tajemniczości, a dopiero gdzieś przy końcu odkryć wszystkie karty. Tymczasem zaserwowano nam tu przeplatankę problemów sercowych i bezsenności Julie z cierpieniami młodego Wertera (Werter to Max, żeby była jasność). Sporadycznie tak naprawdę pojawiają się sceny poprawnie zmontowane.

Trudno wskazać na jakąś zdecydowaną zaletę filmu. Gdyby już to byłby to klimat. Co tak właściwie ten film ma reprezentować? Że facet to nie zabawka? Że baby są złe? Czy że gorsze od bab są tylko obciążenia genetyczne? Mnie nauczył tego, że Hilary Swank jak się umaluje to jest nawet podobna do kobiety. Zaczął się oryginalnym pomysłem już w czołówce, a skończył jak najgorsza szmira. Całość mieści się w granicach przeciętności. Szkoda.

 

Tytuł oryginalny: The Resident

Rok produkcji: 2011

Reżyser: Antti Jokinen

Obsada: Hilary Swank, Jeffrey Dean Morgan, Christopher Lee

Gatunek: Thriller

Ocena: 4+/10

wtorek, 01 marca 2011

Wszyscy piszą o Oscarach to ja nie będę gorszy. W zasadzie to mi się nie chce, ale lepiej teraz niż kiedy indziej, bo kiedy indziej jeszcze bardziej mi się nie będzie chciało.

W tym roku gala Oscarowa zaskoczyła nas… no właśnie niczym. Była niestety bardziej przewidywalna niż reklamy małego Głoda. Z tego też powodu zostanie przeze mnie bardzo szybko zapomniana. I dobrze, bo po co sobie zaprzątać głowę głupotami.

Największy wygrany i połowicznie przegrany poniekąd to film „Jak zostać królem”. 12 nominacji, tylko 4 statuetki. Oscara dla najlepszego filmu i aktora pierwszoplanowego wszyscy się spodziewali, zaskoczeniem natomiast były statuetki za najlepszą reżyserię oraz scenariusz oryginalny (tutaj trochę mniejsze, bardzo mniejsze, w zasadzie nikt nie był zaskoczony).  Dzisiaj w jednym programie słyszałem takie stwierdzenie, że Oscar należy się Fincherowi jak psu zupa. Nie wiem co to znaczy, ale Fincher, Aronofsky i Nolan sukcesywnie są zlewani przez Akademię. Chociaż nominacje dla co poniektórych  to już coś. Może ma to być swego rodzaju motywator dla tych panów. Ale czy oni w ogóle potrzebują motywacji z zewnątrz? No właśnie ;]

Taką samą, najwyższą w tym roku liczbę Oscarów zgarnęła Incepcja i z niej jestem bardzo zadowolony. Drugie małe zaskoczenie, ale nikt chyba nie ma wątpliwości, że żadnemu innemu filmowi nie należały się te Oscary za kategorie techniczne jak właśnie filmowi Nolana. Bez dwóch zdań. Cieszy jeszcze bardziej wygrana pierwszoplanowej Natalie Portman, w tym roku nie miała zbyt wielkich konkurentek.

Drugoplanowe Oscary poszły w ręce jednego filmu – Fightera i są to jedyne, ale jakże cenne nagrody dla tego obrazu. Christian Bale pokonał Geoffrey Rusha, a Melissa Leo między innymi młodziutką Jennifer Lawrence.

A co z Social Network?  3 Oscary na 8 nominacji – za montaż, scenariusz adaptowany oraz muzykę, nieźle. Poniżej lista Oscarów w najważniejszych kategoriach. 4 filmy z 10 nie otrzymały żadnego Oscara, w tym moje odkrycie, czyli „Do szpiku kości” oraz nominowany do 10 nagród film braci Coenów „Prawdziwe męstwo”, który zdecydowanie jest największym pechowcem tego rozdania.

Jak zostać królem – 4

Incepcja – 4

Social Network – 3

Fighter - 2

Toy Story – 2

Alicja w Krainie Czarów – 2

Czarny Łabędź – 1

Wilkołak – 1

Na koniec wyrażam głęboką nadzieję i oczekuję, że przyszły rok w Oscarach przyniesie więcej emocji, a być może niespodzianek i pozytywnych rozstrzygnięć.

Zakładki:
Inne strony
Konkurencja dalej w grze
Konkurencja śpiąca
Księga gości i kontakt
Recenzje
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u