wtorek, 28 lutego 2012

No, to trzeba skończyć, to co się zaczęło. Krótko, mam nadzieję, bo chcę jak najszybciej mieć za sobą już ten czas. Ostatnio pisałem, że nie będę płakał i nie płakałem, ale jak tak obejrzałem na własne (no bo niby czyje inne? ;) oczy triumf „Artysty” to zacząłem go jeszcze bardziej nie lubić. Rok 2012 to podzielenie się Oscarami pół na pół, po 5 statuetek dla dwóch filmów hołdów. Tyle, że to nie są równe połowy. „Artysta” zdobył swoje nagrody w zdecydowanie ważniejszych kategoriach z najlepszym filmem, najlepszym reżyserem i najlepszą pierwszoplanową rolą męską na czele. Film zgarnął większość z tego, co miał zgarnąć, a główna tego zasługa to jego niemy i czarno-biały charakter. A nikt już nie pamięta o tym, że treść, a nie tylko opakowanie też się liczy? „Hugo i jego wynalazek” zgarnął Oscary za bardziej techniczne sprawy typu najlepsze zdjęcia, scenografia czy efekty specjalne. Tym samym również sprzed nosa zgarnął te nagrody ostatniej części Harry’ego Pottera, której z 3 nominacji nie zostało nic. A mogło być tak ładnie – Akademia mogła przypieczętować czy docenić koniec sagi o okularniku. Tak zresztą mi się wydaje, że efekty specjalne w tym filmie były lepsze niż w „Hugo”, ale w 3D nie oglądałem, więc coś tam mogło mi umknąć. I te nagrody w zasadzie były największymi niespodziankami tegorocznej gali Oscarowej. O ile można je nazwać niespodziankami, a nie bardziej mini-zaskoczeniem.

Za pierwszoplanową rolę kobiecą nagrodę odebrała Meryl Streep, dla której jest to już 3 Oscar. Sama zainteresowana swoją sporą częstotliwość w nagradzaniu czy nominowaniu też dosyć zgrabnie zaakcentowała w swoim przemówieniu. Najlepszy aktor za pierwszoplanową rolę to Jean Dujardin i tu nie było również żadnego zaskoczenia. Oba Oscary zasłużone, ale szkoda pana Oldmana, dla którego pierwsza bodaj nominacja nie została niestety zamieniona na nagrodę. Czarnoskóra (nie jestem rasistą) Octavia Spencer ma nagrodę za rolę drugiego planu, a jej podziękowania były najobfitsze w łzy. Jej odpowiednikiem, ale w odniesieniu do dziadków mężczyzn  został Christopher Plummer, 82-letni trzeba to podkreślić. Został on tym samym najstarszym aktorem nagrodzonym Oscarem. Prowadzący galę zażartował nawet, że w jego rodzinie dziadkom nie tylko nie pozwala się grać w filmach, ale nawet ich oglądać ;D

Jak wypadła ogólnie gala? Było na pewno sporo żarcików (tak mi się wydaje, bo sporo z nich nie zrozumiałem, ale widziałem, że Clooney zacieszał, więc musiały to być śmieszne żarty – George nie cieszy się z byle czego), sporo reklam (na szczęście powstrzymano się przed reklamą na sam finał), ale ogólnie bez szału. Była to moja pierwsza w całości obejrzana gala oscarowa, więc siłą rzeczy siedziałem w skupieniu oglądając ją mimo późnej (albo wczesnej) pory. Realizator pokazywał non stop te same kilka twarzy na krzyż, czyli Clooneya, Jolie i Pitta, czasami śmignął Scorsese czy Spielberg. A widziałem, że siedziało więcej osób, więc szkoda, że ich nie omiątnięto kamerą. Woody Allen otrzymał kolejnego Oscara, za scenariusz oryginalny, ale jest już tak przyzwyczajony do faktu nagradzania, że nawet się nie zjawił po odbiór. Zabrakło filmów wybitnych w gronie nominowanych i to pewnie z tego powodu nie było takiego szaleństwa. „Rozstanie” pokonało nasze polskie „W ciemności”, ale to żadna nowina, bo irański film mógłby pokonać każdy z 9 nominowanych w głównej kategorii. Przez chwilę przy Holland stał Billy Crystal i to nasze największe osiągnięcie – że byliśmy na ekranie przez dobrych kilka sekund.

W tym roku 4 z 9 pretendujących do miana najlepszego filmu nie zgarnęło żadnej nagrody, w tym aż 2 filmy z Bradem Pittem oraz „Czas konia” „Czas wojny”.

Artysta – 5

Hugo i jego wynalazek – 5

Żelazna dama – 2

Spadkobiercy – 1

O północy w Paryżu – 1

Dziewczyna z tatuażem – 1

Służące – 1

Rozstanie – 1

Debiutanci – 1

I kilka pomniejszych…

Co więcej? Pisać, że w następnym roku może będzie lepiej? Będzie „Hobbit”, będzie nowy Batman i Spiderman, będzie nowa część „Obcego”, która nie jest nową częścią „Obcego” i będą nowe niezależne i ambitne filmy, które zmiażdżą tę blockbusterową śmietankę! Taa…

sobota, 25 lutego 2012

Już za niebawem kolejne rozdanie Oscarów, więc trzeba wysmarować kolejną notkę. Jako pierwsza – notka z typowaniami, co by się trochę sprawdzić (w czym tak właściwie to nie wiem). Dzisiaj dowiedziałem się ciekawej ciekawostki a mianowicie, że średnia wieku członków Akademii wynosi 62 lata! Żeby tego było mało to tylko 14% z nich wiekowo ma poniżej 50-tki. Jaki z tego morał? Pozostawiam do interpretacji każdego. Rok temu rozpocząłem tradycję typowania w 5 najważniejszych kategoriach i dalej się jej trzymam. Chociaż tak właściwie nie wiem czy robienie czegoś po raz drugi to już tradycja czy może powtarzanie się.

 W kategorii najlepszy film od tego roku kolejne zmiany. Już nie 10 filmów otrzymuje nominację, a dowolna liczba mieszcząca się w przedziale 5-10. 10 w zasadzie też może być, ale w tym roku padło na szczęśliwą 9. Czy to dobra zmiana? Domyślam się, że miała wyeliminować nominowanie słabszych produkcji czy wręcz podnoszenie poziomu, prestiżu samej nominacji. 9 to niedużo mniej niż 10, a i przy 5 może trafić się jakiś bubel, więc moim zdaniem było pozostać przy tych 10. Swojego murowanego kandydata nie mam w tej kategorii. Rok temu było zdecydowanie ciekawiej. Co wcale nie znaczy, że nie ma wśród nominowanych filmów bardzo dobrych. Obejrzałem wszystkie i wydaje się, że walka rozegra się pomiędzy dwoma filmami, które złożyły hołd kinu (czy naprawdę tak łatwo przypodobać się Akademii?). O „Artyście” mam niezbyt pochlebne zdanie dlatego wolałbym widzieć „Hugo i jego wynalazek” jako zwycięzcę. Jeżeli statuetkę zgarnie „Czas wojny” czy „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” to z pewnością ludzie wyjdą na ulicę i coraz częściej zapowiadana rewolucja na skalę światową stanie się faktem. Niespodziankę może sprawić „Drzewo życia”, które spotyka się ze skrajnymi opiniami.

Mój faworyt: 1. Hugo i jego wynalazek, 2. Służące, 3. Spadkobiercy

Kto zgarnie nagrodę: Artysta

 

Nominacje dla najlepszego aktora pierwszoplanowego to pojedynek dwóch gwiazdorów Hollywoodu z mało znanym Francuzem. I Brad Pitt i George Clooney moim zdaniem nie zasłużyli na nagrodę, która powinna polecieć do Jeana Dujardina. Co jak co, ale trzeba przyznać, że rola w filmie niemym to spore wyzwanie, któremu Dujardin podołał i to może być spektakularny początek jego kariery. Miło byłoby gdyby Akademia nagrodziła Gary’ego Oldmana, który ze swoją rolą w „Szpiegu” uplasowałby się u mnie zaraz za Dujardinem. Demian Bichir to dla mnie totalny kosmos, ani nie znam aktora ani filmu, za jaki został nominowany. Ryan Gosling i Michael Shannon powinni byli wygryźć chociażby wiecznie uśmiechniętego Clooneya, który nie zachwycił.

Mój faworyt: Jean Dujardin

Kto zgarnie nagrodę: Jean Dujardin

 

Meryl Streep! W przypadku nominacji dla najlepszej aktorki za rolę pierwszoplanową nikt się nie zastanawia kto zgarnie nagrodę, ale czy będzie to Meryl Streep czy ktoś tam inny. Pani Streep ma już 2 Oscary na koncie, jest zdecydowanie lubianą aktorką (nominacje dostaje chyba co roku), więc nie ma się czemu dziwić. Przy tym wszystkim zapomniałbym też o tym, że jest wyśmienitą aktorką ;) Ale w tym roku ma niezwykle silną konkurencję. Glenn Close w roli mężczyzny czy kobiety przebranej za mężczyznę (w sumie nie wiem, ale wiadomo, o co chodzi), Michelle Williams jako Marilyn Monroe, Rooney Mara jako niezwykle wyrazista hakerka oraz Viola Davis za rolę czarnoskórej, tłamszonej służącej. I nad tym wszystkim Meryl Streep jako jedna z legend XX wieku – brytyjska premier Margaret Thatcher. Osobiście wyróżniłbym Rooney Marę za odważną rolę, którą pod koniec roku 2011 pokazała się światu. Chociaż patrząc obiektywnie nikt nie powinien być zbulwersowany, jeżeli to Streep podniesie swoją trzecią statuetkę. Razi brak Tildy Swinton za „Musimy porozmawiać o Kevinie”.

Mój faworyt:  Rooney Mara

Kto zgarnie nagrodę: Meryl Streep

 

Najlepszy aktor drugoplanowy z kolei nie ma chyba żadnego 100% zwycięzcy. Ja trzymam kciuki za Nick’a Nolte’ego. Poruszył mnie rolą eks-alkoholika, a przede wszystkim ojca, który chce po latach zbliżyć się do swoich synów i odkupić chociaż trochę swoje winy z „Wojownika”.  Jego najmocniejsi rywale to panowie, którzy od kilku dekad pojawiają się w filmach, których mają na koncie grubo ponad stówę. Max von Sydow w „swoim” filmie nie wypowiedział ani jednego zdania i zagrał jak zawsze na wysokim poziomie. Filmu z Christopherem Plummerem nie widziałem, ale łatwo można się domyślić, że Akademia być może będzie chciała w końcu docenić robiące wrażenie dokonania obu panów. Żaden z nich Oscara do tej pory nie otrzymał.

Mój faworyt: Nick Nolte

Kto zgarnie nagrodę: Max von Sydow

 

Czy Jessica Chastain już w swoim pierwszym wielkim roku kariery zgarnie Oscara? To byłoby piękne dopełnienie jej efektownego wejścia do Hollywoodu, a rola ze „Służących” na pewno zasługuje na wyróżnienie. Oprócz niej 4 mało znane aktorki, w tym Octavia Spencer (znowu „Służące”) i Melissa McCarthy za przebojową rolę z „Druhen”.

 

Mój faworyt: Jessica Chastain

Kto zgarnie nagrodę: Jessica Chastain (innego wyboru nie chcę słuchać i widzieć)

 

Najlepsi reżyserzy to przede wszystkim trzej giganci kina. Woody Allen, Martin Scorsese oraz Terrence Mallick, a mógł dołączyć jeszcze do nich Steven Spielberg, który wszedł w 2011 rok aż z dwoma filmami. Scorsese za umiejętne połączenie historii o kinie z technologią 3D, Mallick za swoje barwne ujęcia z „Drzewa życia”, a może Michel Hazanavicius, który przy czarno-białym, niemym filmie zapewne też miał sporo roboty? Woody Allen z czystej sympatii ;)

Mój faworyt: Woody Allen

Kto zgarnie nagrodę: Martin Scorsese

 

Uff to tyle. W tym roku nie będę płakał, bo i nie ma nominacji za którymi stałbym murem, ale kilka zwycięstw może mnie zaniepokoić. Liczę przede wszystkim na to, że Oscary 2012 nie będą tryumfem „Artysty”, w szczególności jako najlepszego filmu. Najwięcej, bo aż 11 nominacji otrzymał „Hugo i jego wynalazek” i musiałby zdobyć je wszystkie, żeby wyrównać dotychczasowy rekord, jeżeli chodzi o zdobyte statuetki. Wygląda to trochę na „myszyn impasybyl”. Co ciekawe film nie otrzymał żadnej aktorskiej nominacji mimo, że Ben Kingsley w drugoplanowej roli zagrał bardzo przyzwoicie.  Za kilkadziesiąt godzin wszystko powinno być jasne i wtedy też możecie spodziewać się kolejnej mojej opinii. Obym tylko nie musiał dużo wtedy zrzędzić ;)

P.S. Dalej sobie nie mogę wybaczyć, że film o koniu, który walczył z czołgiem i prawie sam wygrał wojnę znalazł się wśród nominowanych, a taki „Drive” nie.

 

piątek, 17 lutego 2012

Dalsze, już chyba końcowe, nadrabianie zaległości z roku 2011.

Pan Popper i jego pingwiny – dałbym połowę swojego majątku, żeby przypomnieć sobie, co mi strzeliło do głowy, żeby brać się za ten film. Na usta cisną mi się tylko 2 słowa – Jim Carrey. Jim zagrał bardzo dobrze, w swoim stylu i raczej nikt nie będzie miał mu za złe, że zagrał w tak kiepskim filmidle. Przedstawiciel kina familijnego, na którego to jeszcze 10 lat temu patrzyłbym zupełnie inaczej, taka kolej rzeczy. W tym wieku niestety tylko mnie wynudził. Może to kwestia nastroju, chwili, bo przecież aż tak zły nie był, ale też nic nowego do mojego życia i kinematografii nie wniósł.  4+/10

Czas wojny – film oscarowy, który bardziej zasłużył na nominację niż chociażby „Drive”? Z chęcią zobaczyłbym tych, którzy głosowali za nim. Główny bohater to koń, a sam film mógłby zakończyć się już po scenie orania pola. Nie byłby to w dalszym ciągu nawet przeciętny film, ale zawsze to krótszy... Oprócz konia jest jeszcze kilka innych postaci, np. gęś. Myślę, że Akademia powinna pomyśleć o oddzielnej kategorii dla zwierząt. Oprócz gęsi i konia z „Czasu wojny” nominowane byłyby jeszcze pingwiny z filmu opisywanego wyżej, małpka z drugiej części „Kac Vegas”, a wygrałby i tak pies z „Artysty” ;)  3/10

Wojownik – zaskakująco wysoko oceniany film. Zaskakująco jak na fakt, że mało rozpowszechniany np. w kinach i tematykę, która mówiąc szczerze lekko trąci kiczem. Ale tylko lekko, bo „Wojownik” to niezwykle efektowny film o klepiących się mężczyznach, ich przeżywających żonach i płaczących, a zarazem dumnych tatuśkach. Nick Nolte i Tom Hardy odwalili kawał naprawdę dobrej roboty.  8+/10

wtorek, 07 lutego 2012

Dawno nie czekałem na żaden film jak na ten. I mimo, że w końcówce poprzedniego i na początku już tego roku obejrzałem kilka filmów, które uratowały honor 2011 roku to na „Take Shelter” i tak dalej czekałem jak wierny piesek. A film nie pojawił się w żadnej mojej liście najbardziej oczekiwanych. Po prostu sobie wypłynął i to od razu w Cannes. I tak jak normalnie zwiastunów nie oglądam, tak do tego filmu oglądałem go tyle razy, że niemal znam na pamięć, a w jego trakcie w dalszym ciągu przechodzą mnie dreszcze.

Michael Shannon gra tu człowieka z problemami. Ma kochającą żonę, córeczkę, którą bardzo kocha, a która nie mówi i nie słyszy oraz dobrą pracę. Kumpel twierdzi, że jest on „dobrym człowiekiem, a nie ma większego komplementu niż powiedzieć komuś, że prowadzi dobre, szczęśliwe życie”. No ale „Take Shelter” to dramat, więc musiało się coś spieprzyć. I z minuty na minutę pieprzy się coraz bardziej. Curtis zaczyna przejawiać dosyć dziwne zachowanie. Dręczą go koszmary, które są czymś więcej niż koszmarami, halucynacje i paranoja. Zaczyna budować tytułowy schron, gdyż jest święcie przekonany, że zbliża się potężna burza z tornadem…

Powiem bez ogródek, że to moim zdaniem jeden z najlepszych filmów poprzedniego roku. Z podsumowaniem 2011 wciąż czekam i czekam, bo cały czas dochodzą (bezczelnie) nowe produkcje. W każdym razie, jeżeli taki top zrobię w końcu to ten film z pewnością w nim zagości. To film, który nakreśla czym jest choroba umysłowa, jej początki i zmagania z nią. Curtis zachowuje się podobnie jak pewnie większość z nas zachowałaby się w jego sytuacji. Może nie to, że jest nieszczery w stosunkach z ukochaną, ale nie mówi jej całej prawdy. Podejmuje próby walki z samym sobą, ale jego zapał szybko stygnie. Odrzuca od siebie najbliższe osoby i powoli zatraca w sobie.

Przez większą część filmu towarzyszyła mi atmosfera niepokoju i pewnej tajemniczości. Wspaniały motyw muzyczny, który już w zwiastunie dał popis swojej „siły”. Do tego genialna kreacja Michaela „Psychopaty” Shannona. Po roli psychopaty spodziewam się przede wszystkim jednej rzeczy – nieprzewidywalności. Jest taka scena, kiedy Curtis błądzi po mieszkaniu, mija w kuchni swoją ukochaną, która cała przemoczona stoi do nas tyłem. Za moment wraca do niej, a ta patrzy na niego (i przy okazji na nas ;) z nożem w zasięgu ręki. To właśnie przykład sceny, kiedy poczucie zagrożenia i obawa przed tym, co może się wydarzyć sięga niemal zenitu. „Może” się wydarzyć, nie musi, ale to wystarczy, żeby siedzieć w jej trakcie jak na szpilkach, a widza postawić w stan niemal przedzawałowy.

Ostatnio, jakiego filmu bym nie skubnął to trafiam w nim na Jessicę Chastain. I ta po raz kolejny pojawia się w bardzo dobrej roli – żony Curtisa. 2011 to był zdecydowanie jej rok. Tylko to nieszczęsne „Drzewo życia”... Wierzę, że sama czyta te wszystkie podsuwane jej scenariusze. W przeciwieństwie do Nicolasa Cage’a (sory, musiałem).

Powiem szczerze, że spodziewałem się thrillera. Dostałem dramat, ale zaszufladkowanie gatunkowe nie ma tu najmniejszego znaczenia. Czytałem, że ludzie oczekiwali nawet filmu katastroficznego. No cóż, katastroficzny to on na pewno nie jest. Po raz kolejny za to sprawdza się teza, że burza nic dobrego nie przynosi. Spotkałem się również z porównaniem do „Donnie Darko” i rzeczywiście oba filmy mają sporo wspólnego. Dla mnie najważniejsze, że oba to niemalże arcydzieła. Jeszcze kilka minut po końcowych napisach siedziałem jak przygłup wpatrując się w ekran. Film z klimatem, dla którego warto zadbać o odpowiednie warunki, w jakich się go ogląda.

Aha, film oglądałem oczywiście w Cannes, żeby nie było. Proszę mi niczego nie imputować panie Hołdys ;)



Tytuł oryginalny: Take Shelter

Rok produkcji: 2011

Reżyser: Jeff Nichols

Obsada: Michael Shannon, Jessica Chastain, Shea Whigham

Gatunek: Dramat

Ocena: 9/10

 

 

poniedziałek, 06 lutego 2012

Długo  się wzbraniałem przed tym filmem chociaż wiedziałem od początku, że to daremne. W końcu musiała nadejść pora, że skuszony tak wysokimi ocenami obejrzę ten film, a nominacja do Oscara (a w zasadzie ich kilka) ostatecznie o tym przesądziły.

Film wydawał mi się kolejny, zapewne porządnie zrobionym moralitetem na temat rasizmu. Takie porządnie zrobione filmy były nierzadko jak dla mnie po prostu nudne. Wszystko albo niemal wszystko było w nich dopięte na ostatni guzik, ale brakło jakiegoś katharsis – tąpnięcia, które zbudziłoby mnie z tego marazmu. W efekcie filmy te mnie wynudziły. Ten przydługi trochę wstęp został wprowadzony oczywiście po to, żeby pokazać, jakim filmem „Służące” mogły być, a nie są.

Tytułowymi służącymi są czarnoskóre panie, które co prawda dostają jakąś tam zapłatę za swoją posługę w okazałych domach białych, ale bardziej przypomina to psie pieniądze niż rzeczywistą pensję. Sprzątają, gotują, piorą, prasują i najważniejsza ich „pomoc” – wychowują dzieci często rozkapryszonych młodych matek, która nie mają dla nich czasu. Oprócz tego wysłuchują masę nieprzyjemnych rzeczy pod swoim adresem, są dyskryminowane i wyszydzane, bo wiadomo – czarny to gorszy. Może nie są to już czasy niewolnictwa, w końcu akcja filmu to druga połowa XX wieku, ale dużo lepiej nie jest. Czarni nie mogą odpyskować na obelgi rzucane pod ich adresem, bo każde niezważone słowo skończyłoby się dla nich wyrzuceniem z tej marnej pracy (ale zawsze pracy) i to prawdopodobnie z wilczym biletem, o który postarałby się jej pracodawca.

Mimo, że film traktuje o ścieraniu się dwóch ras, gdzie jedna jest wyraźnie stawiana wyżej niż druga to w „Służących” nie uświadczymy mocnych, brutalnych scen. Nie będzie spychania ze schodów, bicia czy innych okaleczeń. Szał w filmie zrobią za to oddzielne łazienki, które biali wymyślą dla kolorowych. „Naprawdę załatwiacie się w tej samej toalecie? Masz pojęcie jakich chorób możesz nabawić się od czarnych w ten sposób?”. Poraża zaściankowość i głupota tamtejszych pań domu. Głównie młodych dziewcząt krótko po ślubie, bo to one stoją w opozycji do czarnych służących, które „zatrudniają”. Jednym z elementów, który odrzucał mnie od tego filmu był charakterystyczny klimat przełomu lat 50 i 60. I mimo, że temat dyskryminacji ze względu na rasę się jak najbardziej obronił to ta cała otoczka tamtego okresu niestety już nie. Po prostu nie pasuje mi tamta atmosfera i chyba nic nie jest w stanie tego zmienić. Młode dziewczęta w postarzających je fryzurach, w kolorowych sukienkach, koniecznie z papierosem trzymanym raz to w ustach raz w ręku. Nie wątpię, że Ameryka tamtych lat tak naprawdę wyglądała, ale mi jawi się to jako tak bardzo sztuczne i wygładzone, że niemal oderwane od rzeczywistości. Z tego też samego powodu do tej pory nie ukończyłem nawet pierwszego sezonu „Mad mena”.

Co świadczy o tym, że „Służące” to film bardzo dobry? Ukazanie na przykładzie 3 czy 4 gospodarstw domowych „siły” rasizmu. Myślę, że to te niezwykle proste, codzienne przykłady z życia (jak choćby oddzielne spożywanie posiłków czy zwracanie się przy każdej odpowiedzi per „Pani”) najbardziej przemawiają do rozsądku. Może to wszystko jest trochę za bardzo przerysowane, ale to tylko po to, żeby jeszcze bardziej unaocznić problem pogardy jednego człowieka wobec drugiego.

Oprócz nominacji w kategorii najlepszy film, „Służące” zdobyły jeszcze nominacje za najlepszą rolę pierwszo- i aż dwie za drugoplanową. W tej pierwszej Viola Davis, która uważam, że nie zagrała jakoś tam specjalnie wybitnie. Przez większą część filmu ma po prostu minę zbitego psa, nos na kwintę i tyle z jej gry. Co innego Jessica Chastain, która bryluje obecnie w Hollywoodzie i bardzo dobrze. Miała dużo większe pole do popisu i się popisała, a jej rola mimo, że na początku się nie wydawała była jedną z najlepszych w filmie. Nominacja dla czarnoskórej Octavii Spencer również nie była przypadkiem.

„Służące” to ważny głos w wydaje się już dawno wyczerpanym temacie rasizmu. Kto se będzie chciał to se kurde obejrzy i tak powiem!



Tytuł oryginalny: The Help

Rok produkcji: 2011

Reżyser: Tate Taylor

Obsada: Viola Davis, Emma Stone, Octavia Spencer, Jessica Chastain

Gatunek: Dramat

Ocena: 8/10

Zakładki:
Inne strony
Konkurencja dalej w grze
Konkurencja śpiąca
Księga gości i kontakt
Recenzje
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u