piątek, 18 lutego 2011

No tak, mamy nieco ponad połowę lutego, znamy już nominacje do Oscarów, a przedoscarowa gorączka z dnia na dzień będzie coraz ciekawsza (?). Jak dla kogo, bo Oscar nie wywołuje u mnie palpitacji serca, sama nagroda też zbyt wiele nie znaczy, ale filmy oscarowe staram się znać. Staram się, bo wypada, bo o tym się mówi, można powiedzieć, że jestem zmuszony do ich poznania. Jaki ja biedny… Plus jest taki, że w krótkim czasie po nominacjach zabieram się za ich oglądanie, często nadrabianie zaległości. Pewnie prędzej czy później natknąłbym się na te filmy, ale nominacja jednak robi swoje i daje mi silniejszą motywację.

Nie będę płakać, jeżeli któryś z moich faworytów statuetki nie zgarnie. Powiem więcej byłbym bardzo zaskoczony gdyby ją zdobyli. W tym roku nominacje zdominowało „Jak zostać królem”, o którym bez ogródek można powiedzieć, że tych 12 Oscarów na pewno nie zgarnie. Gdyby jednak jakimś cudem się udało byłby to nowy rekord i przebicie w ilości takich filmów jak „Ben Hur”, „Titanic” oraz „Władca Pierścieni: Powrót Króla”.

O miano najlepszego filmu mimo, że drugi rok z rzędu mamy aż 10 nominacji w tej kategorii, walczą praktycznie tylko 2 filmy. Mowa tu o „The Social Network” o powstawaniu fejsbuka w bólach oraz wspomniane „Jak zostać królem” o królu jąkale, który także w bólach musi wygłosić płomienne przemówienie. Nikt o zdrowych zmysłach nie daje szans takim filmom jak „Wszystko w porządku” czy „Do szpiku kości”, konkurencja w tym roku zbyt wielka. Ich szanse są czysto teoretyczne. Przy okazji ten drugi obraz bardzo mi się spodobał i biję pokłony nominującym za objawienie mi tego tytułu, chyba największa pozytywna niespodzianka tego roku. Moi faworyci to trochę już zapomniana „Incepcja” i wciąż trzymający się mocno na nogach „Czarny łabędź”.

Mój faworyt: 1. Incepcja, 2. Czarny łabędź, 3. Do szpiku kości

Kto zgarnie nagrodę: Jak zostać królem

 

Kategoria najlepsza pierwszoplanowa rola męska nie wzbudza we mnie w tym roku zbytnich emocji. Czy to znaczy, że nie było w 2010 żadnych tego typu porywających za serce ról? Pewnie były, po prostu nie znalazły się w nominacjach. Z czystym sumieniem Oscara dałbym Javierowi Bardemowi mimo, że nie widziałem jeszcze na oczy „Biutiful” za które jest nominowany. Widziałem za to zwiastuny, widziałem z nim kilka filmów i na pewno na statuetkę zasługuje, bo to dobry chłopak. Nie obraziłbym się też za nagrodzenie Jamesa Franco. Przekonał mnie do siebie po „127 Godzin”, gdzie siłą rzeczy musiał być aktorem każdego planu i podołał. Król natomiast jest tylko jeden, w dosłowni i przenośni.

Mój faworyt: Javier Bardem

Kto zgarnie nagrodę: Colin Firth

 

Nie widzę innego wyjścia jak Oscar dla Natalie Portman za najlepszą pierwszoplanową rolę żeńską i w tym miejscu mój typ pokrywa się z przewidywaną nagrodą. Dużą niespodzianką byłoby nieobdarowanie młodej Natalie tą cenną nagrodą. Rola białego i czarnego łabędzia jest jak do tej pory jej najlepszą w karierze bez dwóch zdań. I jak nie teraz to kiedy? Oczywiście nie wróżę jej końca kariery, wręcz przeciwnie.

Mój faworyt: Natalie Portman

Kto zgarnie nagrodę: Natalie Portman


Najlepsza drugoplanowa rola męska to z kolei pojedynek Geoffrey’a Rusha z fighterem nr 2, czyli Christianem Balem. Mój kandydat jest tylko jeden i praktycznie nie do zagięcia – John Hawkes, który stworzył niesamowitą kreację w „Do szpiku kości”. Szans nie ma żadnych, ale pomarzyć dobra rzecz. A nuż Akademia zaskoczy mnie w tym miejscu, w końcu nie raz już to robiła.

Mój faworyt: John Hawkes

Kto zgarnie nagrodę: Geoffrey Rush

 

Kompletnie nic nie dzieje się w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa. Żadnej z pań nie zapamiętałem na tyle, żeby wspominać ich role po latach. Najbardziej przychylałbym się jednak do wyróżnienia Amy Adams za rolę w „Fighterze”. Nie widziałem, jako jedynego z całego grona zresztą, „Prawdziwego męstwa” i nic nie mogę powiedzieć o roli 14-latki, która tam zagrała. Szczerze to jest mi chyba obojętne kto zwycięży w tym pojedynku.

Mój faworyt: Amy Adams

Kto zgarnie nagrodę: ?

 

I na sam koniec, jedna z najbardziej prestiżowych kategorii – najlepszy reżyser. Walka w tym pojedynku jest niezwykle ciekawa, bo i Fincher i Aronofsky to bardzo utalentowani i jedni z lepszych obecnie żyjących twórców. Szkoda,  że zabrakło miejsca dla Nolana, wtedy dopiero byłaby rzeźnia, ale tak też jest ciekawie. Będę się cieszył ze statuetki dla któregokolwiek z panów. Zaszczytne grono uzupełniają jeszcze między innymi bracia Coenowie, którzy od lat są w czołówce tych „naj”.

Mój faworyt: David Fincher/Darren Aronofsky

Kto zgarnie nagrodę: któryś z powyższej dwójki

 

Tak przedstawia się moje typowanie i moje oczekiwania tych najbardziej prestiżowych kategorii najbardziej prestiżowych nagród, czyli Oscarów. W tym roku większych skandalów i niespodzianek nie było, ten kto miał dostać nominację w przeważającej większości ją dostał. Zobaczymy jak będzie z rozdaniem już w nocy z 27/28 lutego.

 

czwartek, 17 lutego 2011

Szmery, bajery, dzikie węże część następna. Nowy dom, nowe twarze do wystraszenia i ta sama aktywność paranormalna. Po fenomenalnym kasowym sukcesie części pierwszej bez wahania zdecydowano się na dwójkę. A część druga powiela wszystko to, co było rok wcześniej z jednej strony odkrywając  i rozbudowując starą historię, z drugiej jeszcze bardziej są upiększa i okrywa większą tajemnicą.

Młode małżeństwo, tym razem z dwójką dzieci, przeprowadza się do nowego, w  ich zamierzeniu lepszego i przytulniejszego  gniazdka. Ale gdyby było takie przytulne jak sobie wymarzyli to nie byłoby tego filmu. Dziwne rzeczy zaczynają się dziać stosunkowo szybko, co by nie tracić czasu na głupoty. Idąc tropem jedynki także i tu wszystkie zachowania bohaterów są skrupulatnie rejestrowane, tym razem kamerę z ręki porzucono na kilka kamer rozsianych po całej posiadłości. Po pewnym wypadzie rodzinka wraca do domu, a tam zastaje totalny burdel. Żeby nie dopuścić drugi raz do takiego czynu w każdym pomieszczeniu umieszczają kamery.

Tak sobie oglądałem ten film zastanawiając się w międzyczasie co w nazwie robi „2”, aż tu nagle bach! Pojawia się Katie, tak ta zwariowana Katie! Myślę sobie co jest, najwyraźniej coś mnie ominęło, przecież nie dopuściliby tej zabijaki do ich cudownego syneczka, o które tak dbają i się troszczą.  I następny szok! Chwile później zjawia się Micah, który nie miał prawa się tu pojawić. Na szczęście dla takich zdezorientowanych widzów jak ja przygotowano specjalny napis, który wiele wyjaśnia, a w zasadzie wszystko, to prequel! Chociaż też nie do końca… Później okaże się, że i sequel, dwa w jednym, jak w drugiej części „Ojca Chrzestnego”, no no.

Schemat, który tu występuje może trochę znudzić, wprowadza niepotrzebny marazm. Jedna scena „dzienna”, potem oglądamy dom, kiedy śpi. Każdą noc i każde pomieszczenie w tym samym porządku. Jest cicho jak diabli, a jak w końcu coś się stanie, na przykład patelnia spadnie z wieszaka to aż człowiek zapomina podskoczyć w fotelu. W miarę posuwania się akcji do przodu i nasilania się tajemniczych zjawisk wymięka po kolei każdy z domowników, nawet sceptyczny tatuś zaczyna mieć cykora. „Duchy w naszym domu? Jaaa zajebiście…”  - ekscytuje się nastoletnia córka. Z minuty na minutę film się rozkręca, ale niewiele mu to pomaga bo robi to raczej w przeciętnym stylu.

Mimo, że ciut lepszy od jedynki to dalej nie jest to dobry film. Jak na prawdziwego wyciągacza kasy przystało jest tu wszystkiego więcej niż w poprzedniej części. Błędów i wywołujących mimowolny śmiech scen także. Tyle, że to nie komedia, tak nie powinno być. Na końcu mamy otwartą kolejną furtkę, dlatego z otwartymi rękoma możecie jak najbardziej wyczekiwać trójki jesienią. O ile oczywiście macie czas i ochotę przeżywać  to jeszcze raz.

 

Tytuł oryginalny: Paranormal Activity 2

Rok produkcji: 2010

Reżyser: Tod Williams

Obsada: Brian Boland, Molly Ephraim, Sprague Grayden

Gatunek: Horror

Ocena: 5/10

sobota, 05 lutego 2011

Tak dokładnie, dopiero teraz do mnie doszło, że mamy nowy rok ;] A nowy rok zawsze wiąże się z nowymi oczekiwaniami, wielkimi nadziejami i tego typu bzdetami. Większość z 12 najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów w 2011 roku to rzecz jasna thrillery, co mnie bardzo cieszy i napawa jeszcze większą wiarą w ludzi. Kryterium wyboru było różne – począwszy od teaserów, zwiastunów, opisów a na obsadzie, reżyserze czy gatunku skończywszy. Filmów jest 12, bo 12 było apostołów i mamy 12 miesięcy w każdym roku kalendarzowym. Mógłbym oczywiście wcisnąć jeszcze kilka filmów, ale nie chcę zbytnio szarżować. Na ten moment te filmy są najbardziej przeze mnie pożądane.  Z noworocznymi postanowieniami też bywa różnie, ale ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że te 12 filmów na pewno obejrzę i basta! Daję same surowe tytuły tylko z odnośnikami do stron filmów na filmwebie, na analizy i inne podsumowania przyjdzie czas w recenzjach mam nadzieję.

  1. Melancholia
  2. Dream House
  3. Source Code
  4. Wrecked
  5. Sucker Punch
  6. Tree of Life
  7. I am Number Four
  8. The Son of No One
  9. The Resident
  10. Hanna
  11. Super 8
  12. Inwazja: Bitwa o Los Angeles
Zakładki:
Inne strony
Konkurencja dalej w grze
Konkurencja śpiąca
Księga gości i kontakt
Recenzje
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u