Blog > Komentarze do wpisu

Uprowadzona Alice Creed

Z żalem muszę napisać kilka słów o kolejnym filmie, który mnie rozczarował. On - wąsaty, brodaty facet przed czterdziestką, w dodatku stanowczy i paranoik. Drugi on - młody, nieco fajtłapowaty z bardzo nietypowym pomysłem na wzbogacenie się.  I ona - młoda i piękna córka milionera. Oni dokonują porwania jej.

Prosty wstęp, bo też mimo wszystko prosty jest ten film. Prostota sama w sobie nie jest przecież wadą, często gęsto (chociaż zbyt rzadko jak dla mnie) jest niewątpliwą zaletą. „Cube” jest bardzo dobrym przykładem takiego filmu. Nie trzeba dużych środków i skomplikowanej fabuły, żeby zaistnieć. Z drugiej strony myślę thriller to widzę „Siedem”, widzę „Milczenie owiec”, a nawet „Szósty zmysł”. Te 3 filmy to oczywiście majstersztyki i nie ma ich co porównywać do recenzowanego obrazu (Boże uchroń!), ale od czego zmierzam? Ano do tego, że w thrillerach jak w żadnym chyba innym gatunku (no można jeszcze upchnąć horrory) największy ciężar spoczywa na tym, żeby historia się kupy trzymała mówiąc bardzo brzydko oraz na samym jej zakończeniu. Wtedy się wszystko wyjaśnia, wszystko musi do siebie idealnie pasować, żeby nie można było nawet igły nigdzie wcisnąć. Im dłuższa niepewność i utrzymywanie sekretu w tajemnicy tym później większa frajda. W „Uprowadzonej Alice Creed” karty zostały rozdane trochę za wcześnie. Film ma swój klimat, ale końcówka to już nagromadzenie bzdur, tak jakby nie starczyło na nią już scenariusza, aktorom dano wolną rękę i kazano improwizować. Tyle tylko mogę napisać nie zdradzając nic z fabuły. A można było dać jakiś twist np. że nagle okazuje się, że Alice jest córką Apolla z „Rocky’ego”.

Nic tak nie boli w filmach jak patrzenie na głupotę bohaterów. Dlatego nabój zostanie połknięty, klucze będą leżały dosłownie o włos od zasięgu dziewczyny, a młody porywacz spieprzy nawet najprostszą rzecz, która ma zrobić. I po takich kilku momentach napięcie opada, a ja mam zupełnie gdzieś, co się stanie z kimkolwiek. Do tego stopnia, że nie byłem po żadnej stronie, ani porywaczy ani atrakcyjnej brunetki. Dziewczyna oczywiście jest ładna i tak dalej (szczególnie w stroju topless ;), ale porywacze traktują ją nadzwyczaj łagodnie. W efekcie nie miałem wrażenia, że coś naprawdę złego może jej się stać. Tym samym obojętnie spoglądałem na ekran i to co się dalej zdarzy. Panów porywaczy od początku łączą jakieś dziwne relacje, zazwyczaj działają schematem „starszy podejrzewa, że młody coś kręci, a młody nie potrafi się wybronić i wychodzi, że starszy ma rację”. Od pytania „coś się stało/działo?” zaczynało mi już być niedobrze. Zaraz po nim padało odpowiedzio-pytanie „a czemu miało się coś stać/dziać?”.

No to zrobiłem filmowi reklamę… A naprawdę chciałem napisać coś miłego. Jakieś plusy też się znajdą. Klimat, Gemma Arterton i sam pomysł. Szkoda tylko, że najlepsze sceny są już na samym początku (przygotowania porywaczy). Momentami jest nawet dobrze, ale to jednak nie to na co czekałem.

Tytuł oryginalny: Disappearance of Alice Creed

Rok produkcji: 2009

Reżyser: J Blakeson

Obsada: Gemma Arterton, Martin Compston, Eddie Marsan

Gatunek: Thriller

Ocena: 6/10

 

piątek, 12 sierpnia 2011, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Klapserka, *.dynamic.chello.pl
2011/08/16 18:36:04
Ale mimo wszystko brzmi ciekawie, wiesz?:) Chyba jednak sięgnę.
-
rodion19
2011/08/16 21:42:40
No tylko, żeby potem nie było, że "a nie mówiłem" ;) Ale rozumiem, że trudno oprzeć się pokusie, mi też było i musiałem obejrzeć ten film, co by mi o nim nie mówiono.
-
zgranemalzenstwo
2011/11/06 09:21:18
Film rzeczywiście dziwny. I taki... bez przemyśleń, refleksji, przesłania, mądrości, jakiegoś spojrzenia na świat. Tylko ta dość perwersyjna ze stronu obu panów historia.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u