Blog > Komentarze do wpisu

Stań przy mnie

Tym wpisem oficjalnie świętuję przyjęcie mojego skromnego bloga w poczet tzw. "Syndykatu". W wielkim skrócie zostałem wyróżniony. Za 2 czy 3 razem i nie wiem w zasadzie czym ta druga czy trzecia próba różniła się od poprzednich, bo ani wielkim poetą nie jestem w dalszym ciągu ani też nie dodaję wpisów systematycznie czy sumiennie. W każdym razie stało się, nie ma co narzekać, wiele się nie zmieni. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiał nic płacić ;D

Mam takie nieodparte wrażenie, że na blogu dominują raczej notki z gorszymi ocenami filmów niż tymi drugimi. Ma to jakiś sens, w końcu zadanie recenzenta polega przede wszystkim na krytyce. Każdy woli bardziej krytykować niż sypać czułymi epitetami. Dlatego dla odmiany coś pozytywnego.

Główny motyw filmu to wyprawa po zwłoki, choć szybko idzie się zorientować, że to tylko przykrywka do ukazania głębokich relacji, jakie łączą ich uczestników (może nawet głębszych niż sami są w stanie sobie uświadomić). Małym zaskoczeniem może być fakt, że wyprawę w całości uskutecznia czterech 13-latków. Miasteczko ogarnia wiadomość o zaginięciu ich rówieśnika. Przypadek sprawia, że jeden z nich podsłuchuje prawdopodobne miejsce spoczywania zwłok. Chłopcy dłużej się nie namyślając, podbudowani chęcią zdobycia sławy i zostania bohaterami, wyruszają z buta w 1, 5 dniową podróż na własną odpowiedzialność. Dziecięca ciekawość bierze górę i z wrażenia zapominają nawet o spakowaniu jedzenia. Rzecz jasna rodzice o całej wycieczce nic nie wiedzą, a chłopcy już zadbali o swoje alibi.

Niby taki niezbyt fascynujący temat. Nie ma żadnych zwrotów akcji, nie ma fajerwerków, trup też jest tylko jeden i to, o którym wiemy już od samego początku. A jednak jest to film godny uwagi. Zwykła wyprawa w nieznane przeradza się w swego rodzaju podsumowanie całej dotychczasowej przyjaźni chłopaków. Część z nich właśnie zmienia szkołę i ma już nigdy nie być tak cudownie jak w tej chwili. Niczym nieograniczeni przeżywają kilka niezwykłych przygód, także tych, których woleliby nie przeżywać. Bawią się tak czadowo, że można zazdrościć, że nie jesteśmy już w ich wieku, w ich paczce. Z wyjątkiem może sceny z pociągiem, gdzie o mały włos nie zszedłem na zawał.

Film po brzegi wypełniony jest bardzo przyjemną muzyką, która genialnie wtapia się w kolejne sceny, wręcz je uzupełnia i pogłębia swawolny klimat Ameryki przełomu lat 50 i 60. A tytułowy przebój „Stand by me”, przygrywający co jakiś czas w tle, bardzo umiejętnie zamyka film. Gra dzieciaków to także majstersztyk, mimo, że każdy z nich jest inny to świetnie oddają swoje emocje.

Scenariusz oparto o opowiadanie „The Body” i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie autor w postaci samego Stephena Kinga, jednego z bardziej poczytnych pisarzy naszych czasów. I mimo, że ta ekranizacja zdecydowanie różni się od sztandarowych obrazów na podstawie prozy Kinga, nie ma tu przecież żadnych wampirów, więźniów czy innych zjaw, to śmiało można zaliczyć ją do jednych z lepszych. Film mocno refleksyjny, sentymentalny i bez żadnych skrupułów wydzierający stare wspomnienia naszego dzieciństwa, ale trudno go nie pokochać. Warto go obejrzeć, bo przez te ćwierćwiecze od premiery został wydaje mi się nieco zapomniany.



Tytuł oryginalny: Stand by me

Rok produkcji: 1986

Reżyser: Rob Reiner

Obsada: River Phoenix, Will Wheaton, Corey Feldman, Jerry O'Connell, Kiefer Sutherland 

Gatunek: Dramat

Ocena: 9/10

środa, 06 lipca 2011, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kozownicki
2011/07/07 12:01:08
Mnie też się bardzo podobał. Taki bardzo ciepły film o dziecięcej przyjaźni. O tym, że czasem trzeba spaść z drzewa, dostać w nos od starszych kolegów, albo zwiewać przed psami. Moje dzieciństwo co prawda miało miejsce w latach 80-tych, ale niewiele się zmieniło poza muzyką i ubraniami.

Ciekawostka - ostatnio oglądałem odcinek Family Guy, w którym Peter "streszcza" w charakterystyczny dla siebie sposób trzy książki Kinga. Między innymi właśnie "Stand by me".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u