Blog > Komentarze do wpisu

Rocky Balboa

Kim jest Rocky Balboa nikomu tłumaczyć nie trzeba, a z racji tego, że jesteśmy poważnymi ludźmi pominę ten fragment z przedstawieniem jego postaci. Szósta i jak na razie ostatnia część filmowej sagi słynnego boksera nie rozczarowuje, a nawet może się podobać. Jakież było moje zdziwienie kiedy to odkryłem to możecie się tylko domyślać. A czemu miałby rozczarowywać? Bo od premiery ostatniej części minęło kilkanaście lat, a ten film wydaje się niczym innym jak zamachem na kieszenie fanów Rocky’ego. No i jest jeszcze jeden powód – jak coś ciągnie się jak telenowela aż na 6 odcinków to nie ma prawa być dobre. Ten film jest jak najbardziej chlubnym wyjątkiem od reguły z czego się bardzo cieszę.

Film z 2006 roku nosi tytuł „Rocky Balboa”. Odkrywczy to on za bardzo nie jest, ale Stallone widocznie ma już dość numerowania swoich filmów, bo kolejna część Rambo, która wyszła też jakoś niedawno również pozbyła się numerka w tytule. Ale nie to jest najważniejsze. Liczy się to co jest w środku, a nie powierzchowna okładka. A w środku mamy od razu smutną wiadomość – Rocky mimo, że jest właścicielem eleganckiej restauracji nieco się wypalił. Adrian nie żyje, dorosły syn robi co może, żeby nie za często się z nim widywać, a o powrocie do boksu też nie ma mowy. Pozostaje mu tylko wspominanie przeszłości i życie wspomnieniami. Do czasu, aż w jednym z barów spotyka go miła niespodzianka w postaci uroczej barmanki, która podobnie jak on w życiu nie ma zbyt wiele. I tak powoli rodzi się między nimi coś w rodzaju więzi przyjacielskiej, a może i czegoś więcej. Wszystko ładnie pięknie, jako dramat wypada nieźle, ale po pewnym czasie przychodzi ocknienie – „ej przecież to Rocky, a nie jakaś ckliwa historyjka o smutnych ludziach!”. I Stallone, który znowu wrócił na podwójne stanowisko reżysera i głównego bohatera, nie zapomniał o obowiązkowej walce.

Tym razem Rocky już nie przechodzi na emeryturę, ale od dawna na niej jest. W związku z tym trzeba było wymyślić coś znacznie nowego. Pomysł, na który wpadł Sylwek tylko połowicznie mnie przekonał. Symulacje komputerowe między nie tylko pięściarzami z zupełnie innej bajki, ale także i wojownikami z innych epok, istnieją i są przeprowadzane dlatego trudno odmówić tutaj komuś racji. Druga sprawa, że to tylko symulacje i brakuje w nich „czynnika ludzkiego”, jak to fajnie w filmie zostało nazwane. Dlatego też dochodzi do pojedynku młodego, czarnoskórego mistrza, dla którego ten pojedynek ma być powrotem do łask z podstarzałym, wypalonym, ale ciągle jeszcze w formie Balboą.

Moda na odgrzewanie kotletów trwa w najlepsze już kilka ładnych lat, ale co trzeba przyznać to to, że Rocky’emu wyszło to nawet na dobre. Po cienkiej czwórce i jeszcze gorszej piątce przyszła mała poprawa. Chociaż dobrze by było, gdyby więcej już tego nie ciągnięto do przodu. Swoje najlepsze lata Rocky ma już dawno za sobą i teraz jedyny kierunek, w którym mógłby pójść to jedynie kariera trenerska, co już raz zostało przecież liźnięte. „Rocky Balboa” balansuje na cienkiej granicy między filmem poważnym a kpiną i ośmieszaniem. Z jednej strony problemy z synem i wątki typowo dramatyczne, a z drugiej treningi przed walką, które wyglądają po prostu żałośnie. Dobrze, że z końcówką nie przeszarżowano, a cały film można śmiało obejrzeć bez wstydu i zażenowania.

 

Tytuł oryginalny: Rocky Balboa

Rok produkcji: 2006

Reżyser: Sylvester Stallone

Obsada: Sylvester Stallone, Burt Young, Geraldine Hughes, Antonio Tarver

Gatunek: Dramat

Ocena: 7/10

piątek, 22 kwietnia 2011, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kozownicki
2011/04/22 09:32:57
Ja nie do końca kupuję ostatnie produkcje Stallone. W styczniu popełniłem wpis na temat tego filmu u siebie. I o ile właśnie wątek dramatyczny uważam za udany i posiadający potencjał, tak koncepcja kolejnego pojedynku bokserskiego jest dla mnie żenująca. Więcej tu:

kozownicki.blox.pl/2011/01/Projekt-100-najlepszych-74-Rocky-Balboa-73.html

Pozdrawiam
-
Gość: Agniecha, *.net.stream.pl
2011/04/23 10:37:36
ja to się chyba nigdy nie skuszę na Balboę.... jakoś mnie nie kręci, ani Rocky, ani Rambo. no, ale nie wykluczam, że kiedyś w końcu ulegnę- jak mnie ktoś przymusi :P

pozdrawiam i zapraszam do siebie
filmy-wedlug-agniechy.blogspot.com
sztukater.pl
-
kozownicki
2011/04/24 21:10:14
Akurat zarówno Rocky jak i Rambo (oczywiście pierwsze części), to są filmy o bardzo dużęj wartości. I wbrew pozorom nie są to filmy "akcji". Jest tam bardzo dużo psychologii, z jednej strony mamy problem weteranów z Wietnamu wracających do ojczyzny i nie potrafiących się odnaleźć w tej rzeczywistości. Druga sprawa to kwestia dążenia za marzeniami i taki prawdziwy obraz "od zera do bohatera". Oczywiście wszystko to przysłania biceps Stallone, ale jeżeli spojrzeć na drugie dno (czyli to prawdziwe) schowane za stylistyką akcji lat 80-tych, to można naprawdę wiele znaleźć w obu filmach.
-
Gość: martineden, 83.142.207.*
2011/08/04 11:13:10
dla mnie to są filmy podnoszące na duchu; nie ma lepszego
'leku" przeciw chandrze niż objrzenie ciurkiem sześciu części Rockiego;
ps. widać że pan recenzent nie jest wielkim fanem cyklu ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u