Blog > Komentarze do wpisu

Robin Hood

- Dlaczego Robin Hood?

- Bo Jean-Michael Jarre.

Nie mogłem nie zacząć od żartu jak jest taka okazja. Żartu, którego sam pan Hamburger by się nie powstydził. Ridley Scott, reżyser najnowszych przygód Robina, powinien się nieco jednak wstydzić. Najświeższy Robin Hood jest opowieścią… bez Robin Hooda! Chyba pierwszy raz na ocenie filmu przeze mnie odbiło się to nieczytanie opisów przed jego obejrzeniem. Scott doszedł zapewne do wniosku, że za dużo razy historia leśnego filantropa gościła na ekranach w poprzedniej wersji, więc postanowił nadać jej nieco innego charakteru. Pokazuje narodziny legendy, a sam film kończy się w miejscu, gdzie większość historii o Robinie się zaczyna. Warto go za to pochwalić? Za pomysł jak najbardziej, za wykonanie (a w szczególności scenariusz) już nie bardzo.

Russel Crowe, odtwórca głównej roli, sam jeszcze przed zakończeniem zdjęć wspomniał, że co by na planie nie zrobił i tak wszyscy porównywać będą jego rolę do tej z „Gladiatora”. I dobrze prawił – ja też będę :) Ten sam schemat budowania postaci, te same miny, podobne gesty, tylko realia historyczne inne. Odtwórczość to główny grzech nowego Robin Hooda.

Co się okazuje, że jeżeli obedrzeć Robin Hooda z legendy Robina, czyli rabowania bogatych i dawania biednym, nie zostaje tak naprawdę nic interesującego do ukazania. Mało odkrywcze, a reżyser się na to złapał. Przez dużą część z tych 150 minut na ekranie wieje nudą. Nawet kilka sekwencji bitewnych dużo w tym aspekcie nie pomaga. Oprócz tego razi „hollywoodyzm” filmu. I tak wiemy na pewno, że każda strzała Robina dojdzie do celu, a w nim samym dokona się cudowna przemiana w mgnieniu oka. Poza tym jest jeszcze parę innych zagrań, których nie będę przytaczał z czystej życzliwości albo lenistwa, jak kto woli.

Bardzo ładne zdjęcia - ładne zamki, ładne konie, ładne stroje i rekwizyty. Od strony technicznej film prezentuje się wręcz wzorcowo. Aktorzy, Russel Crowe, Cate Blanchett i Mark Strong, których to najczęściej możemy podziwiać na ekranie, dali z siebie dokładnie tyle, na ile oczekiwałem po nich, czyli nie ma się gdzie przyczepić. No może Cate jako niestrudzona kobieta roli zagrała nieco lepiej od reszty (wyjątkiem może być jeszcze jej filmowy papa – w tej roli prawdziwy weteran Max Von Sydow).

To, że film mi się nie spodobał zrzucam w dużej mierze na karb tego, że czego innego się po nim spodziewałem. Zmyliły mnie też chyba trochę zwiastuny, po których oczekiwałem filmu brutalnego i jak najbardziej „dorosłego” w sensie, że dla dorosłych. Tymczasem okazało się, że na tego Robina w pełnym tego słowa znaczeniu przyjdzie mi jeszcze poczekać. O ile dojdzie do sequela i o ile w ogóle był planowany, a coś mi mówi, że mógł być. Taką odświeżoną legendę w wykonaniu Scotta z chęcią brałbym w ciemno. Tyle, że film w parze z „Księciem Persji” może pochwalić się jedną z większych porażek tego roku w box office’ach.

Mimo wszystko Robin Hood 2010 to prawidłowo wytłoczony obraz. Co prawda z kilkoma niedoróbkami (m.in. brak prawdy historycznej od początku do końca i z lądowaniem w Normandii a’la „Szeregowiec Ryan”), ale można na nie przymknąć oko, szczególnie, jeżeli nie było się asem z historii. Za mało napinanych łuków i przebijanych ciał, za dużo gadania i polityki.

Edit: Przy okazji tej notki z ciekawości podliczyłem sobie liczbę recenzji i okazuje się, że ten wpis jest 50 recenzją na blogu! Czyli 100 lat 100 lat! Jakoś szybko to minęło, szkoda, że przy okazji akurat takiego filmidełka. Gdybym wiedział wcześniej przygotowałbym coś specjalnego, aj słer. A tak trzeba czekać z tym do równej setki.

 

Tytuł oryginalny: Robin Hood

Rok produkcji: 2010

Reżyser: Ridley Scott

Obsada: Russel Crowe, Cate Blanchett, Mark Strong, Max Von Sydow

Gatunek: Przygodowy

Ocena: 6/10

czwartek, 23 września 2010, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ratyzbona
2010/09/23 23:01:20
Ja nie byłam w stanie wytrzymać filmu który reklamuje się jako ,, historia prawdziwa" a potem masakruje historię tak że nawet nie przypomina ona tego co naprawdę się zdarzyło. Gdyby Scott nie reklamował swojego filmu jako opartego na faktach jakoś bym zniosła film. A tak wiem że nie chce go obejrzeć nigdy, nigdy więcej.
-
rodion19
2010/09/24 09:53:57
Typowy chłyt marketingowy mający zwrócić uwagę widza. "Walcie tłumami na MÓJ film, bo tylko ja przedstawię wam rzetelne informacje i fakty, o tym jak to wtedy było". W przypadku legendy o Robin Hoodzie trudno o jakąkolwiek "prawdziwą" wersję no bo... właśnie to legenda. Ale Scott w każdym razie się nie popisał zakłamując historię Anglii i Francji w tamtym czasie. I w jakiś tam sposób napisał na nowo historię ;D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u