Blog > Komentarze do wpisu

Niezniszczalni

Jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów roku, także przeze mnie. „ Wrzucę do jednego filmu tyle gwiazd kina akcji ile się zmieści i zrobię taką rozpierduchę, że rozsadzi wam banie, a oczy zaleją się łzami w sentymencie za latami 80. To będzie powrót prawdziwego kina akcji!” – grzmiał Sylvester Stallone na długo przed premierą. Ja już wiem, że wszystkich obietnic nie spełnił, co było w sumie do przewidzenia.

Zamiast Van Damme’a, Chucka Norrisa czy Stevena Seagala zatrudnił Jasona Stathama, Jeta Li i Mickey Rourke’a, który to niezbyt specjalnie zasłynął chyba swoimi występami w filmach akcji. Jest jeszcze Dolph Lundgren, którego było jak dla mnie trochę za mało i Eric Roberts, którego z kolei było aż w nadmiarze. Jest jeszcze kilku wrestlerów, zupełnie niepotrzebnych, bo robią w zasadzie za pośmiewisko. Rozumiem, że porządny mięsień musi być, ale z nimi to już przesada. Aktorzy z nich żadni, a gdybym chciał obejrzeć wrestling to… bym go sobie najnormalniej w świecie obejrzał. Ahhh mamy jeszcze Arnolda Schwarzeneggera i Bruce’a Willisa tyle, że widzimy ich na ekranie w jednej scenie trwającej może ze 3 minuty. I pomimo, że Arni wyglądał mi na jakiegoś wychudzonego, zmarnowanego, z deczka sztucznego to kiedy zobaczyłem go razem ze Stallone’m i Willisem poczułem to „coś”. To właśnie nimi powinni być zapełnieni „Niezniszczalni”.

Nad opisem nie będę się zbytnio rozwodził, bo wiadomo o co chodzi – alleluja i do przodu. Zresztą scenariusz był pisany chyba w 2 dni i to widać. Sly nie wysilił się zbytnio, żeby to jakoś wyglądało. Mamy więc wrzucony na siłę wątek miłosny i tylko zarysy bohaterów, cienie w zasadzie, a nie postacie. I tak np. Jet li jest mały i domaga się podwyżki z tego powodu, Mickey Rourke umawia się z kobietami lekkich obyczajów, ale tak naprawdę szuka tej jedynej, a Dolph Lundgren ma spaczoną psychę i ćpa.

Film trwa 1,5 godziny, a spełnienie obiecanek dostajemy tak na dobrą sprawę jakieś 20 minut przed końcem. Dopiero wtedy wykazują się nasi niezniszczalni najemnicy i pokazują na co ich stać. Rzucają nożami, łamią nogi, przestrzeliwują klatki piersiowe i wysadzają wszystko jak się patrzy (a raczej „nie patrzy”, bo wysadzają praktycznie na oślep). Robią to z taką pasja i zamiłowaniem, że miałem przez chwilę wrażenie, że zaczną się sami siebie nawzajem wybijać.

Narzekam i narzekam, ale ogólnie jako całość film w swoim gatunku może być określany nawet jako dobry. Żarciki sypią się gęsto i niektóre są nawet zjadliwe. Nie żeby od razu je powtarzać, bo większość to docinki słowne skierowane do indywidualnej persony. Nie pokazuje nic nowego, nie ma rewelacji, czysta akcja, miejscami zbytnio przesadzona i nic więcej. Za kilka lat o filmie nie będzie się pamiętać. No chyba, że Sly postara się bardziej w kontynuacji, którą niemal już oficjalnie zapowiedział.

 

Tytuł oryginalny: The Expendables

Rok produkcji: 2010

Reżyser: Sylvester Stallone

Obsada: Sylvester Stallone, Jason Statham, Jet Li, Eric Roberts, Dolph Lundgren

Gatunek: Akcja

Ocena: 7-/10

wtorek, 21 września 2010, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u