Blog > Komentarze do wpisu

Mr. Nobody

Nemo Nobody, urodzony 9 lutego 1975 roku, budzi się po długim śnie w roku… 2092! Technika posunęła się na tyle do przodu, że ludzie stali się nieśmiertelni. Wszyscy oprócz wymienionego już 117-letniego staruszka. Przeczuwając zbliżający się koniec decyduje się na udzielenie ostatniego wywiadu do gazety. Ma to być prosty wywiad z odpowiedzią na to najważniejsze pytanie: jak spędziłeś swoje życie?

Starzec, z racji tego, że nie jest już pierwszej daty, że tak powiem, przytacza sytuacje z życia, która są bardzo zagmatwane. Bardzo trudno odnaleźć się w tym całym gąszczu przeróżnych zdarzeń, brak tu logiki, występuje pełno sprzeczności. Nawet gdyby udało się powycinać poszczególne sceny i próbować poukładać je w porządku chronologicznym zapewne dalej byłby to duży problem. Poznajemy Nemo nie tylko w różnych okresach jego życia (od wczesnych lat dzieciństwa, przez mało- i pełnoletniość, aż do „pełnej” dorosłości), ale także w różnych, alternatywnych wersjach tego samego życia. Dokładnie są to 3 wersje, z 3 różnymi kobietami u boku Pana Nikogo. Czyni to z mózgu niezłą sieczkę. Na moje szczęście przestałem w pewnym momencie zastanawiać się nad uporządkowaniem historii, a bardziej skupiłem na jej przeżywaniu.

Mr. Nobody to właśnie taki typ filmu, do przeżywania. Porażająco refleksyjny, posiadający w sobie pewien urok i magię (i nie mam na myśli bynajmniej tej magii potterowskiej :). Nasuwa wiele pytań i refleksji jeszcze w trakcie oglądania. Dzięki ukazaniu tej historii w kilku odsłonach pokazuje potęgę wybierania, pokazuje jak poszczególne decyzje, niektóre z pozoru o mniejszym ciężarze, mogą wpłynąć na dalszy tok wydarzeń. Odwołuje się tu do efektu motyla – jedna decyzja pociąga za sobą cały szereg innych, a wszystko to zależeć może nawet od najbardziej drobnego i absurdalnego szczególiku. A skoro większość naszych wyborów i tak zależna jest od szczęścia i zbiegów okoliczności to może, by tak swoje życie zawierzyć w całości ślepemu losowi. I Nemo w pewnej chwili tak robi. Wyryje na monecie z jednej strony „tak”, z drugiej „nie” i przy każdej nadarzającej się okazji z niej korzysta. Może to i dobra taktyka, przynajmniej nie ma się potem wyrzutów sumienia.

Autor obrazu nie ukrywa, że to w miłości widzi tę siłą napędowa życia. Miejscami wszystko to przyprawia jakąś naukową paplaniną. Nie da się też nie zauważyć wszechobecnego patosu, ale wydawał mi się on jakiś (sic!) przyjemny. Taki to też jest film – albo go kochasz albo nienawidzisz. Jeżeli nie przypadnie do gustu po kilkunastu pierwszych minutach to lepiej go sobie odpuścić niż się męczyć, bo potem nie będzie „lepiej”. Ja go z miłą chęcią obejrzałem od deski do deski i myślę, że będę do niego wracał.

Film nie ukazał się w szerokiej dystrybucji, był pokazywany w Wenecji w poprzednim roku, i szczerze powiedziawszy nie wiem czy w takowej na świecie się ukaże. Wiem natomiast, że w Polsce pojawi się w kinach bodajże za jakiś miesiąc (czy nawet równo miesiąc) i warto go tam sprawdzić.

I na koniec ciekawostka – Jared Leto bardzo dużo się w tym filmie nagrał. Ponoć zagrał w aż 12 wersjach Nemo. Czyli tak na dobrą sprawę dobrze, że tak rzadko gościmy go w filmach, przynajmniej w każdym się stara, a nie świeci tylko nazwiskiem.

 

Tytuł oryginalny: Mr. Nobody

Rok produkcji: 2009

Reżyser: Jaco Van Dormael

Obsada: Jared Leto, Diane Kruger, Sarah Polley

Gatunek: Sci-fi

Ocena: 9/10

środa, 22 września 2010, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: filmy online, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/26 20:29:54
Bardzo fajna recenzja. Dzięki :)
-
Gość: Karolina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/12/12 13:40:37
Jeden z tych filmów, które obejrzałam jednym tchem :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u