Blog > Komentarze do wpisu

Czekając na Joe

Film inny niż wszystkie dotychczas przeze mnie zrecenzowane. Inny, bo dokumentalny. Kiedyś oglądałem ich całkiem sporo, dzisiaj raczej jakieś pojedyncze dokumenty, niezwykle rzadko. Pewnie dlatego, że TV oglądam mniej niż jeszcze te kilka lat temu. Wiadomo – telewizja kłamie i ogłupia.

„Czekając na Joe” zachęcił mnie wysoką oceną na kilku portalach filmowych. Nie zawsze średnia ocen tych kilku tysięcy osób równa się mojej nocie, to oczywiste, ale tym razem to chyba dodatkowo jeszcze śnieg przyciągnął moją uwagę. Nie ukrywam, że lubię filmy z akcją umiejscowioną na odludziu, gdzieś pośród piaskowych wydm na pustyni czy w drugą stronę – pośród śniegu, lodu i temperatur schodzących grubo powyżej -30 stopni. Takie filmy już na starcie mają u mnie plusa, właśnie za to, za piękne widoczki i klimat nie do opisania (właściwie to klimat można opisać? Chyba tylko poczuć go można). Mistrzowskich ujęć i widoków zapierających dech w piersiach jest tu jak na lekarstwo. Żartuję – oczywiście jest ich cała masa.

Wszystko działo się w roku pańskim 1985, kiedy to dwóch przyjaciół alpinistów Simon Yates i Joe Simpson, odpowiednio 21 i 25 lat, zabierają się do nielada wyczynu. Postanawiają wejść na niezdobytą do tej pory część góry Siula Grande bodajże w Peru. Do pokonania mają coś koło 6 tysięcy metrów stromego terenu i drugie tyle na zejście rzecz jasna.

Z racji tego, że główni zainteresowani, po kilkunastu latach, relacjonują nam tamte wydarzenia już na początku możemy być pewni, że przeżyli. Nasza uwaga powinna się koncentrować na tym nie „czy”, ale „jak” udało im się przeżyć. W zasadzie nie do końca jest to film dokumentalny. Mamy dwójkę bohaterów – narratorów i dwójkę ich zmienników, inscenizatorów odtwarzających niebezpieczną wyprawę. Coś jak w programie „997” tyle, że z dużo lepszym skutkiem.

Zmiennicy, że tak sobie pozwolę ich ochrzcić, tak na dobrą sprawę nie odzywają się w ogóle. Ich zadanie polega na możliwie jak najwierniejszym odtworzeniu ruchów młodych alpinistów. Z kolei „prawdziwi” uczestnicy tamtej eskapady dopowiadają przed kamerą całą resztę. I trzeba im przyznać, że robią to nadzwyczaj dobrze. I jedni i drudzy. Ich niemal plastyczne opisy sprawiają, że nawet bez obrazu byłbym w stanie sobie to wszystko unaocznić. Mówią jak najbardziej zrozumiale, nie nadużywają jakiś tam specjalistycznych określeń, a co najważniejsze mówią żywiołowo, z pełnym przejęciem, tak jakby wszystko to zdarzyło się wczoraj.

Słowa „śmierć” i „umrzeć” przewijają się w tym obrazie bardzo, bardzo często. Co chwila jeden czy drugi alpinista tłumaczy, że był PEWNY, że to już koniec, że tam umrze. I słuchając ich ja także byłem tego pewny – że oni byli pewni. Nie przesadzają, nie koloryzują, nie zmyślają, nie ma w ich relacjach ani krzty patosu, mówią po prostu to, co wtedy, na tamten moment czuli i myśleli. Otarli się o śmierć, kilka razy przyszło im podjąć trudne decyzje (w tym tę jedną najtrudniejszą), ale dzięki nadludzkiemu wysiłkowi i chęci do życia pozostali przy nim. Jedni nazwą to cudem, inni fartem, jeszcze inni opatrznością bożą bądź głupotą, że w ogóle zdecydowali się na tak trudną wspinaczkę.

Nie podoba mi się polski plakat do tego filmu. „Co zrobisz, żeby przeżyć?” te 6 lat temu  może i było dobrym pomysłem, dzisiaj kojarzy mi się już niemal tylko z niezwykle popularnymi horrorkami potworkami. Głównie mam tu na myśli cały tartak „Pił”. Wiem, że niewiele osób zwraca uwagę na plakat przy wyborze, ale mnie to jednak trochę uraziło. Zabolało mnie, to musiałem się podzielić.

Pomimo późnej pory oglądania nie zmrużyłem oka na filmie ani razu. Człowiek w ekstremalnej sytuacji, zdany tylko na siebie, bez żadnej nadziei na pomoc z zewnątrz, przekraczający raz po raz kolejne granice swojej wytrzymałości. Warto zobaczyć, chociażby po to, żeby przekonać się czemuż to trzeba było czekać na tego Joe.

 

Tytuł oryginalny: Touching the Void

Rok produkcji: 2003

Reżyser: Kevin Macdonald

Obsada: Simon Yates, Joe Simpson, Nicholas Aaron, Brendon Mackey

Gatunek: Dokumentalny/Dramat

Ocena: 9/10

poniedziałek, 13 września 2010, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/09/23 12:11:49
O filmie słyszałam już dawno, ale dopiero parę dni temu go obejrzałam. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Zgadzam się, że relacje bohaterów świetnie oddawały napięcie i strach, które musieli czuć w górach. I mimo, że od początku znałam zakończenie, denerwowałam się za każdym razem, gdy sytuacja stawała się beznadziejna. Nie dość, że to tematyka, którą bardzo lubię, to jeszcze świetna historia o przyjaźni, sile ludzkiego ducha i balansowaniu na krawędzi własnej wytrzymałości.
-
zgranemalzenstwo
2011/11/12 17:00:58
Film rewelacyjny!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u