Blog > Komentarze do wpisu

Lot 93

God Bless America - głosi napis pojawiający się już na początku filmu dosłownie na kilka sekund. Tym razem wszechmocny nie pobłogosławił Ameryki. Co bardziej religijni zastanawiają się gdzież ten Bóg był owego koszmarnego dnia?! Dla sceptyków to kolejny argument na potwierdzenie tezy, że "Boga nie ma". Dla "normalnej" reszty świata 11 września roku pańskiego 2001 zapisał się jako dzień największej tragedii, jaką mieli okazję zobaczyć na własne oczy. Miliony ludzi na całym świecie śledziły na żywo kolejne obrazki z dymiących wież WTC, chluby i symbolu Ameryki. Ktoś postawił się potężnej Ameryce. Co ważniejsze nie było to inne mocarstwo, które od dawien dawna czyhało na taką okazję, a garstka ludzi nikomu do tej pory nieznana.

O tym jest ten film. Dosyć luźno przedstawia tamte wydarzenia sprzed 8 lat. A może i nawet wiernie je odwzorowuje, bo do tej pory tak całkowicie do końca nie wiemy co też wtedy tam zaszło. Oczywiście ja swoją opinię co do tamtych wydarzeń sobie pominę. Nie mam najmniejszej ochoty rozstrzygać czy naprawdę żadnego żyda nie było wtedy w wieżach, czy samoloty były puste, a całe wydarzenie to spektakl, który miał umożliwić Bush-menowi wjazd do Iraku po ropę. Zupełnie mnie to nie interesuje. Zresztą film można spokojnie oglądać od zera, że tak powiem, z nastawieniem, że "to" nigdy nie miało miejsca. Chociaż mimo wszystko bardziej polecałbym wczucie się całkowite i powrót pamięcią do tamtego dnia.

Do rzeczy. Film jest wyraźnie podzielony na 2, mniej więcej równe części. Pierwsza w lwiej części rozgrywa się w wieży odpowiedzialnej za kontrolę lotów, druga to już właściwa akcja w samolocie. Początek jest bardzo stonowany - pasażerowie pytają o swoje miejsca, ładują bagaże, ignorują wskazówki dotyczące zasad bezpieczeństwa, stewardessy narzekają na ogrom pracy, a piloci chwalą się swoimi żonami. Od momentu kiedy pada magiczne słowo "porwanie" wszystko odwraca się o 360 stopni. I mimo, że początki filmu, z perspektywy czasu patrząc, to tylko panika przed monitorami i wymienianie się fachowymi terminami w wieży lotów, to nudy nie ma. Nawet przez sekundę nie przeszła mi przez głowę myśl, żeby przerwać seans, ale może rzeczywiście można było tę część nieco skrócić. Ja nie mogłem oderwać od ekranu oczu, bo dialogów co nie miara, a czasu na ich zrozumienie coraz mniej :D

Druga część z kolei ma miejsce na pokładzie jednego z porwanych samolotów. 1 z 4 porwanych wtedy samolotów. Tak, tak, były 4 samoloty. Nie 2, o których większość pamięta, że uderzyły w wieże, nie 3 (doliczyć ten, co poleciał na Pentagon), a właśnie ich liczba wynosiła 4. Przyznam szczerze, że także i ja nie miałem zielonego pojęcia o jego istnieniu. Ale to nawet i lepiej dla widowiska, bo przed końcem filmu nie znałem zakończenia tej historii, a historia jest na pewno warta wzmiankowania i bardzo dobrze, że Paul Greengrass nakręcił obraz, którego fabuła przedstawia akurat tamte wydarzenia. Specjalnie nie zdradzam zbyt wiele z fabuły, co rzecz jasna nie jest łatwe, ale naprawdę warto o niej dowiedzieć się z "United 93".

To nie jest dobry film. On z każdą minutą jest coraz lepszy, żeby w finale namieszać w gruczołach łzowych nawet największym twardzielom. Tak samo ja moment uderzenia samolotów w wieże i reakcja ludzi, którym na usta zdaje się cisnąć tylko jedno: "What the fuck?!" Kto? Po co? Dlaczego akurat oni? I co by było gdybym to był ja?

"Lot 93" to film ukazujący 11 września nie z perspektywy strażaków sprzątających zgliszcza po wieżach czy gapiów stojących kilkaset metrów od nich, ale z perspektywy osób bezpośrednio biorących udział w tym koszmarze, z perspektywy osób, które są odpowiedzialne za tę tragedię i tych, którzy być może mogli jej zapobiec. Nie ma tu popalonych ciał spadających ze 134 piętra wież, nie ma fajerwerków i patosu, nie ma wielkich nazwisk. Jest tragedia ludzka w najczystszej, najbardziej naturalnej postaci, bez zbędnego upiększania i koloryzowania. Jest dramat, którego nikt nie chciałby "przeżyć".

 

Tytuł oryginalny: United 93

Rok produkcji: 2006

Reżyseria: Paul Greengrass

Obsada: Zak Santiago, Omar Berdouni, Chip Zien, David Alan Basche

Gatunek: Dramat

Ocena: 9-/10

sobota, 24 października 2009, rodion19

Polecane wpisy

  • The King of Kong

    Nie od dziś wiadomo, że rywalizacja jest tym, co napędza wielkie umysły do rozwijania się i dalszego udoskonalania naszej skromnej osoby. Stare rumuńskie przysł

  • Połączenie

    911, jaki jest powód zgłoszenia? Morderstwo, gwałt, włamanie, ale i kot na drzewie czy zgubiony pilot od TV. Ludzie dzwonią na telefon mający oferować prawdziwą

  • Polowanie

    Domniemanie niewinności to jedno z podstawowych praw, z jakim rodzi się każda istota ludzka. Dopóki wina nie zostanie ci udowodniona – jesteś niewinny. Wy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u