Blog > Komentarze do wpisu

Tam, gdzie rosną poziomki

30 lipca minęły 2 lata od śmierci Ingmara Bergmana, jednego z najznamienitszych reżyserów, jaki kiedykolwiek stąpał po tej ziemi. Na jego koncie jest ponad 60 filmów, w dużej mierze arcydzieł kinematografii światowej. Jednym z nich jest "Tam, gdzie rosną poziomki". Film wybijający się oryginalnością nie tylko ze względu na tytuł, ale przede wszystkim każdym innym elementem.

Kino drogi. Tak najkrócej można by podsumować film. 78-letni profesor Isaak Borg wraz z synową wyrusza samochodem na uroczystość wręczenia mu zaszczytnego tytułu Honoris causa. W czasie podróży m.in. zgarnia troje młodych autostopowiczów czy bierze udział w drobnym wypadku. Te wydarzenia nie dzieją się bez przyczyny. Przywołują na myśl dawne wspomnienia. Oprócz dosłownej podróży, staruszek wyrusza także w podróż do przeszłości, w głąb siebie samego z dawnych lat. Tym razem jednak może tylko stać z boku i obserwować tamte sceny.

 

 

To przede wszystkim film o samotności, starości i ostatecznie o widmie śmierci. Tak najogólniej mówiąc. Najszczęśliwsze wspomnienia Borga to te z dzieciństwa. To  w tym okresie najpełniej kształtuje się postawa i kierunek rozwoju człowieka. Tytułowe miejsce z poziomkami przekreśliło jego dalsze plany na udane życie. Nieszczęśliwa miłość, przeżyta jeszcze wtedy, zaważyła na całej reszcie. Wprawdzie Borg się ożenił, ale trudno powiedzieć, żeby to była miłość jego życia. Ma syna, ale ten jest jego wierną kalką. Wypruty z emocji, chłodny, tylko pozornie sympatyczny. Zimny jak głaz - to określenie powtarzane jak mantra najlepiej oddaje jego całą osobowość. Kara za te "występki" została już wyznaczona. To samotność. Nie jest szczęśliwy, ale jednocześnie nie jest też nieszczęśliwy. Nic nie czuje. " Jestem martwy, chociaż żyję." Do takich wniosków w końcu sam dochodzi. Co prawda jest poważanym lekarzem, ale oprócz medycyny jest nikim i nie ma w życiu nic.

Film sprzed 50 lat, gdzie forma jest nadal oryginalna, a treść aktualna. Bardzo przystępny dla każdego. Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał problemy z jego zrozumieniem. Przestroga dla wszystkich, bo nikt nie chciałby za kilkadziesiąt lat powiedzieć o sobie, że jest podobny do tego staruszka. Koniec i bomba, a kto nie widział ten trąba.


Tytuł oryginalny: Smultronstället

Rok produkcji: 1957

Reżyseria: Ingmar Bergman

Obsada: Victor Sjöström, Ingrid Thulin, Jullan Kindahl, Bibi Andersson

Gatunek: Dramat

Ocena: 10/10

niedziela, 06 września 2009, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Zielona, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/11 21:33:40
;O Ty oglądasz szare filmy? xd Ja nie oglądam i ich zbytnio nie lubię, bo są takie.. szare. xD
No bo ja muszę mieć kolorowe wszystko, nie ma koloru- nie ma życia xD Ale w tym filmie z tego co przeczytałam to nawet ta szarość byłaby wskazana, ale tylko w połowie filmu, druga część musiałaby być kolorowa. Tzn. jeśli oczywiście w filmie jest tak, że staruszek nie tylko opowiada o swojej młodości i w ten sposób się do niej przenosimy, a są pokazane na ekranie sceny tych wspomnień, młody główny bohater itd. Napisałeś, że to film o starości, samotności, widmie śmierci, no to właśnie tą aktualną rzeczywistość, w której żyje starzec można by zrobić bez koloru, szarą, a tą z dzieciństwa, czyli najszczęśliwszą w kolorze, nasyconą barwami- iżby tą szczęśliwość zaznaczyć pełnią kolorów i to byłby dopiero kontrast i pewnie jeszcze większe dobicie, dołowanie, że kiedyś było tak pięknie a teraz jest klops, samotność, kres życia i nic więcej. No ale dobra, bo się zabawiłam w reżysera trochę a nim nie jestem xD
Stare arcydzieło kinematografii- kojarzy mi się to tylko ze strychem, starociami, starym kufrem lustrem i babciami z dziadkami. xD
I film jest pewnie taki super hipcio supcio jak piszesz, ale nie sądzę raczej, żeby mi było dane kiedyś go obejrzeć. ;P
-
rodion19
2009/09/12 11:40:00
Nie sądzę, żeby ten Twój pomysł mógł przejść, za bardzo naiwnie to wygląda. Młodość kolor, starość szarość, takie raczej porównanie z deczka dziecinne, nie uważasz? ;p Reżyseria też raczej nie jest Twoim powołaniem, szukaj dalej.
I obejrzałabyś w końcu jakiś "ynteligentny" film z przesłaniem zamiast katować te ckliwe romansidła, oklepane na wszystkie sposoby ;p Nie masz co się do nich zrażać skoro jednego czy drugiego nie zrozumiesz, nabierzesz doświadczenia i w końcu któryś Ci przypasuje :D
-
ratyzbona
2010/09/14 00:55:01
Wszyscy piszą że Tam,gdzie rosną poziomki to film smutny, przygnębiający i taki właśnie szary. Ale ja odbieram ten film zupełnie inaczej ( może jestem dziwna). dla mnie zbliżanie się do śmierci profesora jest jedynym sposobem by powrócić do tych których kochał - do rodziny pokazanej w czasach jego dzieciństwa - śmierć jest tu nie smutnym końcem ale powrotem - i to takim który na pewno się zdarzy. Może profesor przegrał życie ale ma szansę na szczęście. Nie wiem może zupełnie nie zrozumiałam ale dla mnie Tam gdzie rosną poziomki to niezwykle wzruszający film który właśnie łagodzi mój lęk przed śmiercią.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u