Blog > Komentarze do wpisu

Joe Black

65-letni Bill w życiu osiągnął wszystko. Miłość, kariera zawodowa, majątek - tego mu nie brakowało. Na kilka dni jednak przed ukończeniem tego sędziwego wieku, od tajemniczego głosu wewnętrznego dowiaduje się, że jego godziny są już policzone. Niebawem głos ten przybiera bardziej ludzką postać i zawiera ze staruszkiem układ. Dożyje on swoich urodzin w zamian za przewodzenie tajemniczej postaci tu na ziemskim padole. Ta postać to rzecz jasna nie kto inny jak śmierć we własnej osobie.

A mogło być tak pięknie... Słowa tej piosenki chyba najlepiej oddają moje odczucia po tym filmie. Pomysł na scenariusz trzeba przyznać niecodzienny. Nie często śmierć schodzi na ziemię, żeby poobserwować sobie zwykłych śmiertelników. Nie ma w dodatku aparycji żniwiarza z kosą w czarnym kapturze, a przyjmuje postać zabójczo przystojnego blondasa. A skoro już jest taki przystojny to grzechem byłoby się nie zakochać. Tak, tak, śmierć też ma uczucia. I właśnie ten element rozłożył film na łopatki. Całą tę ciekawą konstrukcję spłycono do rangi zwykłego melodramatu. może jednak nie zwykłego, bo w końcu śmierć nie często zostaje ugodzona strzałą Amora. Porównanie do Benjamina Buttona jak najbardziej prawidłowe. Oprócz tego jak na prawdziwą ironię przystało, w obu filmach to Brad Pitt odgrywa główną rolę. Ostatni wielki zarzut, jaki stawiam temu filmowi to niesamowita dłużyzna. "Joe Black" trwa nieco poniżej 3 godzin, a śmiało można go było skrócić o 1/3. Ponoć w obiegu krąży właśnie taka okrojona wersja. Pozostaje ubolewać, że to nie ona trafiła właśnie w moje ręce. Sceny powalającej wymiany spojrzeń miedzy parą gruchających gołąbeczków bez żadnej szkody można było skrócić o połowę.

Sir Anthony Hopkins, bo tak w ogóle zapomniałem wspomnieć, że to właśnie on partneruje Pittowi, zagrał zachwycająco. Aż się chce patrzeć na te  jego wybuchy złości czy choćby jak stanowczo i ze stoickim spokojem ucina wszelkie dyskusje w prowadzonej firmie. Pitt się za dużo nie napracował. Nie to, żebym umniejszał jego talent aktorski, po prostu rola nie wymagała od niego jakiś niesamowitych popisów. A szkoda, bo wyśmienita scena w kawiarni z początku, bodaj najlepsza w całym filmie, rozbudzała apetyt i dawała nadzieję na co najmniej drugie tyle.

 

 

Nie dla wszystkich poznanie Joe Blacka będzie czystą przyjemnością. Ckliwość i przesadna uczuciowość zabiły ten film. Naprawdę można było rozegrać to lepiej. Pan życia mógł pojawić się jakieś 30 lat wcześniej w życiu Billa i właśnie wtedy zabrać pechowca ze sobą w jego najbardziej szczęśliwym momencie żywota. Byłoby dużo bardziej dramatycznie i ciekawiej. Nie musiałbym się też od razu zakochiwać w jego córce. A tak mamy miłego staruszka, który co prawda jest sympatyczny, ale jakoś bardziej mi go nie było żal. Przeżył już swoje, jest grubo po 60-tce, żony od jakiegoś czasu już nie ma u jego boku, w firmie zarobił kokosy, dzieci też już ułożyły sobie życie i żyją swoim życiem. Apogeum tych wszystkich ckliwości przypada na rozwleczone zakończenie, które aż razi swoją wymuszoną słodyczą. Ocena taka, a nie inna, bo ogólnie jako całość film ciekawy. Zdarzyły się sceny wzbudzające szczery uśmiech, a do tego plus za postać Quincy`iego i "Somewhere over the rainbow" w czasie napisów. I mimo wszystko film ciepły, lekki i przyjemny.

PS. Ten pocałunek też nie był najgorszy :D

 

Tytuł oryginalny: Meet Joe Black

Rok produkcji: 1998

Reżyseria: Martin Brest

Obsada: Anthony Hopkins, Brad Pitt, Claire Forlani, Jeffrey Tambor, Jake Weber

Gatunek: Melodramat

Ocena: 7/10

niedziela, 06 września 2009, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Zielona, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/11 20:52:00
No i dlaczego ty się nigdy nie możesz zachwycać czymś tak samo jak ja?! xD
Wcale żadna ckliwość i przesadna uczuciowość nikogo ani niczego nie zabiły! No jak możesz!? Film miał być właśnie lekki i przyjemny, to do zabicia miał być tam 65- letni staruszek, a nie 20-letni młodzik co zaczyna żyć- to dopiero by zabiło całą przyjemność i lekkość filmu, o! ;P A tak to właśnie, to że śmierć przychodzi po już wysłużonego życiem mężczyznę nie sprawia, że jest nam go żal. I mimo, że śmierć jest tematem głównym filmu, w całym filmie się rozchodzi o to, że ma ona zabrać starca na zawsze z tego ziemskiego padołu- czyli temat smutny, przygnębiający i powinno nam się chcieć płakać- to mimo tego film można zaliczyć do pozytywnych i jak sam napisałeś ciepłych i przyjemnych, wywołujących nawet czasem uśmiech. ;P I to dopiero jest coś, że z najsmutniejszej rzeczy na świecie potrafiono zrobić coś nie tak smutnego. ;P
Ty to wszystko zacząłeś rozgryzać od niewłaściwej strony przyczepiając się jak rzep do psiego ogna do atutów! xD I w ogóle to mało romantyczny jesteś skoro przeszkadza ci nadmierna ckliwość i uczuciowość ;P
Tak musiało być trochę parę słów krytyki, żebyś w narcyzm nie wpadł. xd
W każdym bądź razie dziękuję bardzo, że uwzględniłeś film w rubrykach swego bloga, że robisz to o co cię proszę ^^
:*
-
rodion19
2009/09/12 11:30:49
Sama przyznałaś, że film oglądałaś ostatni raz w czasach, kiedy jeździłaś jeszcze na czterokołowym rowerku, a Twoim ulubionym serialem były Czarodziejki z księżyca ;p Więc Twoja krytyka jest dla mnie właśnie takim wydumanym przyczepianiem się na siłę ;p Można było zrobić cały film radosny i wesoły, a końcówkę trochę bardziej udramatyzować i byłoby znacznie lepiej. I przestań, no przecież nie będę się na forum publicznym przyznawał do do tego, że jestem romantyczny ;D
-
ratyzbona
2010/09/14 00:58:54
z tego co wiem to remake - jestem ciekawa jaki jest oryginał - może lepszy. W tym filmie zabrakło mi wszystkiego - emocji, odpowiednio wykorzystanych aktorów i no nie wiem czegoś co by przyciągnęło moją uwagę . Poza tym straszliwie denerwuje mnie zakończenie i to przekonanie że co tam ukochany ojciec jak się ma Brada Pitta ( w sumie to dobre pytanie). Być może film byłby lepszy po jakiś drastycznych cięciach - bo rzeczywiście ciągnie się godzinami. Ale moim zdaniem w tym filmie są śliczne zdjęcia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u