Blog > Komentarze do wpisu

Jabłka Adama

Dawno, dawno temu żyli sobie Adam i Ewa. Uprawiali ogródek, po którym biegali na golasa i byli szczęśliwi. To znaczy Adam był, bo Ewie, jak to kobiecie, było ciągle mało. Zmanipulowana przez złego zmanipulowała biednego Adasia, który za jej namową zerwał święte jabłko z nietykalnego drzewa. I tak oto ich sielanka się skończyła. Tę historię znają wszyscy. Pytanie za 100 punktów - co ona ma wspólnego z tym filmem? Adam i jabłka to elementy wspólne, cała reszta odnosi się raczej do innej przypowieści, do tej o Hiobie. W pewnym sensie "Jabłka Adama" to jest biblijna przypowieść z tym, że bardzo uwspółcześniona i opowiedziana w wyjątkowo oryginalny sposób.

Adam to tutaj - uwaga! - neonazista. Łysy, ciekawie zbudowany, ze swastyką wytatuowaną na ręce. Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od typowego neonazisty. Po bliższym poznaniu zauważamy, że ma trochę jednak wyższy iloraz inteligencji od swoich ziomków. W ramach resocjalizacji trafia do małego kościółka pod strzechę pastora o imieniu Ivan. Ivan jako pastor też niczym szczególnym nie wydaje się wyróżniać. Spokojny, nadzwyczaj życzliwy, w każdej chwili gotowy porozmawiać i doradzić. Uosobienie zła i dobra, nie trudno to wydedukować. Na polecenie Ivana, Adam wyznacza sobie cel, do którego będzie dążył w czasie pobytu na plebanii. Przegryzając jabłko niedbale rzuca, że upiecze szarlotkę. Nic prostszego, zapewne sobie pomyślał. Zwłaszcza, że przy kościele rośnie bardzo dorodna jabłoń. Wszystko co musi zrobić to czekać, aż jabłka w pełni dojrzeją i będą gotowe do ciasta. Nic bardziej mylnego, banalne z pozoru zadanie staje się z czasem niemożliwe do wykonania. Jabłoń zostaje raz po raz atakowana przez ptaszyska i inne robactwa, a piekarnik ot tak się psuje nagle. Czy to tylko zwykły zbieg okoliczności? Czy może celowo ktoś próbuje zniechęcić łysola do wykonania tego zadania?

Dla pastora jest wszystko jasne. To szatan próbuje pomieszać szyki Adamowi. Większość osób, gdyby usłyszała takie wyjaśnienie zapewne by się roześmiała wniebogłosy. Adam tak się jednak nie zachowuje. Ivan wypowiada te słowa z takim przekonaniem, że nie sposób się chociaż zaciekawić. Jak się okazuje pastor żyje w swoim świecie, w którym nie ma miejsca na zło i cierpienie. Nie dopuszcza on nawet do siebie jakichkolwiek myśli, że człowiek może być zły czy zepsuty. Zaprzecza nawet najbardziej oczywistym faktom twierdząc uparcie, że to nie może być prawda. Dzieje się tak na skutek jego tragicznego doświadczenia przez los, który zesłał i nadal nieustannie zsyła kolejne plagi nieszczęścia. Ivan natomiast nie zraża się i wszystko to traktuje jak próby, na które wystawia go Bóg. Współczesny Hiob. Jak już wcześniej wspominałem Adam się z niego nie śmieje, ale próbuje wybić mu te teorie z głowy. Dosłownie. Tylko kto tak naprawdę kogo przeciągnie na swoją stronę? Adam ściągnie pastora na ziemię czy pastor nawróci neonazistę?


Film mnie niesamowicie zaskoczył. Pozytywnie rzecz jasna. Mówi o rzeczach ważnych w niezwykle prosty sposób. Każdy element doprowadzony został tutaj do perfekcji. Sceny na przemian śmieszą i szokują. A w zasadzie to szokując śmieszą. Śmieszą to też pojęcie względne, bo mamy tu do czynienia z czystym czarnym humorem. Momentami tak czarnym, że nie miałem pojęcia jak mam zareagować na niego. Osłupienie i konsternacja, a za chwilę jakieś dialogi, w czasie których nie sposób się chociażby uśmiechnąć. Najlepsze jest to, że wszystko zachodzi bardzo płynnie i dramat niemalże zlewa się tu z komedią, trudno rozdzielić te dwa gatunki. Z drugiej strony możecie tych elementów komediowych nawet nie odczuć, jeżeli nie gustujecie w tego typu humorze. Nawet te najbardziej śmieszne i absurdalne sceny są odgrywane wręcz ze śmiertelną powagą.

Absolutnym strzałem w 10-tkę jest Mads Mikkelsen w roli pastora. Nie gra mimiką, nie intonuje głosu, a przy tym stworzył tak genialną i wyrazistą postać. Neonazista natomiast nadrabia za niego i mimiką i gestami. Całość dopełniają: gruby gwałciciel, rzekomo kiedyś mistrz w tenisie ziemnym oraz złodziej - Arab.

Zło dobrem zwyciężaj, dobro zawsze wygrywa, kiedy ktoś cię uderzy w policzek - nadstaw drugi. Trudno o większe banały, a mimo to w ogromnej mierze to właśnie na ich bazie powstał tak niesamowity, duński obraz. Tym razem film dla każdego. Mało wymagający widz znajdzie w nim ciekawą historię, a na brak akcji na pewno nie może narzekać. Widz ambitniejszy tzw. drugie dno i mimo wszystko nietrudny do wyłapania przekaz.

 

Tytuł oryginalny: Adams æbler

Rok produkcji: 2005

Reżyseria: Anders Thomas Jensen

Obsada: Mads Mikkelsen, Ulrich Thomsen, Nicolas Bro, Ali Kazim

Gatunek: Dramat, Komedia

Ocena: 10/10

piątek, 11 września 2009, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Zielona, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/11 21:48:42
Ale mnie dziś poczęstowałeś dużą ilością notek ;D to lubię! ;D
A ty jesteś Azistą? xDDD
Na ten film nie mam koncepcji, więc nie pobawię się w reżysera ;P
I cóż więcej mogę powiedzieć? Chyba jedynie to, że rozwalasz na łopaty swoimi zdaniami xD No serio ci mówię, weź jakąś książkę napisz ;D
Całus w brzuch:*
-
ratyzbona
2010/09/14 00:51:47
Oj dobry to film dobry, choć w pewnym momencie przenośnia robi się nieco za bardzo widoczna ale i tak świetnie się to ogląda.
-
Gość: Marzena, *.torun.mm.pl
2013/11/07 01:42:38
"Można też powiedzieć, że jest to jedno z dzieł rozważających tradycyjny motyw walki dobra ze złem. Co jeszcze ważniejsze, to przesłanie jest tu ukazane nie w stricte humanistycznym i świeckim, ale w chrześcijańskim kontekście. Mamy tu bowiem liczne i życzliwe odniesienia do wiary w Pana Jezusa, Pisma świętego (głównie Księgi Hioba) i modlitwy."
fragment z recenzji na stronie KulturaDobra.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u