Blog > Komentarze do wpisu

House M.D.

"Mów bezceremonialną, szczerą prawdę w najsurowszych, najmniej przyjemnych słowach. I co ma być to będzie. Co się zdarzy - będzie słuszne. I wszyscy poza tobą to tchórze." Taka jest właśnie życiowa dewiza tytułowego doktorka. Czy ktoś taki może budzić sympatię? Okazuje się, że może. I to nie małą, bo ten kulawy diagnosta w ciągu kilku ostatnich lat stał się absolutnym fenomenem i zdobył miliony fanów na całym świecie. Tym razem nie przesadzam, poważnie liczy się ich w milionach.

Do tej recenzji zabierałem się już od bardzo dawna. Dopiero premiera najnowszego, 6 już sezonu, która będzie miała miejsce już dzisiaj, skłoniła mnie do jej napisania. Absolutny deadline. Zwlekałem dlatego, że zdecydowanie bardziej wolę krytykować niż chwalić, a o Housie inaczej niż w superlatywach mówić nie można. No chyba, że się go nie zna.

Sukces serialu jest zasługą głównie dwóch rzeczy - dialogów i pierwszoplanowej postaci. Gregory House to przede wszystkim cynik, cham, gbur i arogant. W szpitalu, w którym pracuje może sobie na to pozwolić, gdyż jest też pieprzonym profesjonalistą i jednym z najlepszych diagnostów w ogóle. Dlatego śliczna pani administrator wybacza mu takie wybryki jak upijanie pacjentów, strzelanie do trupa w kostnicy czy porwanie gwiazdy popularnego serialu. Może tak nie do końca wybacza, ale House musi zawsze postawić na swoim. To także kuśtykający narkoman uzależniony od vicodinu, leku na ból nogi, który łyka jak cukierki. W gruncie rzeczy, choć sam niezwykle rzadko się do tego przyznaje to człowiek bardzo nieszczęśliwy prowadzący marny żywot, w dodatku unieszczęśliwiający wszystkich dookoła. Nie boi się powiedzieć tego, co akurat ślina przynosi mu na myśl zupełnie nie zważając na konsekwencje swoich słów. Chodzący rentgen, który po wiązaniu butów potrafi o człowieku powiedzieć więcej niż jego najlepszy kumpel. Apropo najlepszego kumpla to dialogi House`a z jego jedynym przyjacielem, Wilsonem, należą zdecydowanie do najlepszych sekwencji w serialu. Nie byłoby jednak House`a bez Hugh`a Laurie`go i Hugh`a Laurie`go bez House`a. Facet jest stworzony do tej roli i naprawdę trudno wyobrazić sobie, że ktoś mógłby zastąpić go choć przez chwilę. Jego mimika, gesty i intonacja zwalają z nóg. Co prawda za granicą (bo u nas Laurie to House, a House to Laurie) Laurie nie jest żółtodziobem jeżeli chodzi o aktorstwo, ale to właśnie etykietka z napisem "Greg House" przysporzyła mu takiej popularności i zesłała na niego deszcz nagród. Partnerujący mu aktorzy są gorsi, ale przy nim każdy jest. Są dobrani idealnie do swoich ról, a co ważniejsze są przekonujący.

Nawet taki geniusz jak House w pojedynkę wiele by nie zdziałał. Dlatego też stoi na czele 4-osobowej ekipy, często określanej mianem jego lokajów. Skład ekipy się zmienia w trakcie serialu, natomiast każda z tych osób jest na tyle charakterystyczna, że już po 1 odcinku śmiało można wyrobić sobie o nich opinię. Ja nikogo nie faworyzuję, jak już coś to Cameron :D Żeby utrzymać posadę muszą godzić się na niecodzienne, często kontrowersyjne metody leczenia pacjentów. Tak jak np. nieśmiertelne włamywanie się do mieszkań chorych, żeby sprawdzić co też on może ukrywać. A dlaczego włamywanie? Bo House nie wierzy w dobroć i czystą ludzką uczciwość.

Przez cały serial przewija się masa ciekawych przypadków medycznych, które zostają poddane wnikliwej diagnozie, nie zawsze kończą się one happy endem. House nie leczy grypy czy kataru siennego. Żeby ruszył swoje szacowne 4 litery musi dostać naprawdę interesującą łamigłówkę do rozwiązania. Łamigłówkę, bo jak sam twierdzi on nie leczy ludzi, tylko choroby. Pacjentka nie odczuwająca żadnego bólu fizycznego, agorafob, dla którego wycieczki na zewnątrz wiążą się z ogromnym cierpieniem czy nastolatek rzekomo dokonujący cudów za wstawieniem samego Boga. To tylko wybrane 3 z ponad 100 przypadków występujących w serialu. Co ciekawsze cała ta sterta terminów medycznych ani na chwilę nie przeszkadza i nie nudzi, gdyż często są one przeplatane błyskotliwymi ripostami i bardzo wyszukanymi metaforami.

Wzrusza i śmieszy. Mimo, że House M.D. ma przypisaną kategorię "dramat", to humoru, przesączonego inteligentną ironią i sarkazmami jest tu co najmniej tyle samo co momentów wzniosłych. Cytaty z House`a przeszły już do historii, a najlepiej oczywiście smakują w oryginale. Co prawda telewizja publiczna ostatnio się poprawiła i emituje aż 2 premierowe odcinki 5 sezonu tygodniowo, ale takiego oglądania nie polecam. Raz czy dwa można, ale na dłuższą metę stanowczo nie. Już nawet nie chodzi o jakość lektora, ale o tłumaczenie, które woła o pomstę do nieba.

Główny zarzut stawiany serialowi dotyczy jego schematyczności. I tu się muszę zgodzić, są pewne schematy, ale w serialu medycznym raczej trudno ich uniknąć. Nie rażą one w oczy na tyle, żeby odbierać ogromną przyjemność czerpaną z seansu. Poza tym istnieją chlubne wyjątki od tej reguły tak jak np. sterroryzowanie szpitala przez zdesperowanego pacjenta czy zamach na House`a. Pomimo, że serial zamknięty jest w dość ścisłe ramy to również akcji tu nie brakuje. Oprócz życia szpitalnego poznajemy też życie lekarzy, ich problemy i rozterki. Dodatkowo rodzina pacjentów często staje przed trudnymi dylematami, od których zależy dalsza przyszłość chorego i w takim momencie również sami zastanawiamy się "co my zrobilibyśmy w takiej sytuacji?".

Nie mam pojęcia jak twórcy tego dokonali, ale House trzyma ten sam poziom przez całą tą setkę odcinków. Trudno wyrokować, który sezon jest lepszy, który gorszy, bo różnią się one od siebie w dość dużym stopniu pomimo, że akcja dzieje się cały czas w tym samym szpitalu. Serial jak najbardziej można oglądać wybiórczo, ponieważ każdy odcinek oprócz tego, że jest połączony przyczynowo z poprzednimi i jest częścią składowego całego sezonu to jest również jednym zamkniętym epizodem. Można też oglądać je po kilka razy, a zawsze wyłapie się coś nowego.

I nie udało mi się zachować chociaż względnego obiektywizmu. Ale inaczej chyba nie potrafię. Kocham House`a, mimo, że on pewnie by mnie nienawidził jak każdego, gdyby spotkał. A może właśnie za to :D W każdym razie z wywieszonym jęzorem czekam na nowy sezon, który zapowiada kolosalne zmiany. Oby nie na gorsze. Innej oceny być nie mogło.

 

 

Tytuł oryginalny: House/House M.D.

Rok produkcji: 2004 i ciągle w grze

Reżyseria: Bryan Singer

Obsada: Hugh Laurie, Lisa Edelstein, Robert Sean Leonard, Jennifer Morrison, Omar Epps, Jesse Spencer

Gatunek: Dramat

Ocena: 10/10

poniedziałek, 21 września 2009, rodion19

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Agniecha, *.net.stream.pl
2009/09/26 16:17:07
ech... ja osobiście podkochuję się w Housie ;P uwielbiam jego sarkastyczne uwagi, które niezwykle mnie bawią. Jego postać jest niezwykła, a i jego umysł jest przeogromny. Te sposoby diagnozowania są po prostu olśniewające i za każdym razem zastanawiam się jak do tego doszedł :) rewelacyjny serial naprawdę.
Pozdrawiam ;***
-
Gość: Zielona, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/01 22:44:20
Nie musiałabym nawet czytać tego co napisałeś, bo i tak wiedziałam już, po samym tytule, że się będziesz zachwycać. ;P (No ale przeczytałam, żeby nie było xd) Obejrzałam tylko pierwszy odcinek pierwszej serii w całości, inne tak tylko wyrywkami przy przełączaniu kanałów w tivi jak nie miałam co oglądać. Nie wciągnęłam się w ten serial, (pewnie właśnie dlatego, że go mało razy widziałam xd) ale może to nawet dobrze, przynajmniej nie poświęcałam rozmów z tobą dla Housa. xD
-
Gość: fretten, *.gorzow.mm.pl
2010/01/02 21:13:39
O, House'a wielbię. Do całego Twojego tekstu mam tylko jedno zastrzeżenie:
"Tytuł oryginalny: Doctor House" - tytuł oryginalny to 'House'/'House M.D.'
Pozdrawiam.
-
rodion19
2010/01/03 14:18:40
Fretten dzięki za zwrócenie uwagi, już zmieniłem. Chociaż tak szczerze powiedziawszy to nie powinienem w ogóle wspominać o tym tytule na końcu skoro pokrywa się z tym z nagłówka. Nie wiem co mi wtedy przyszło do głowy, żeby to robić, ale jak już jest to niech zostanie. Swoją drogą cieszy mnie fakt, że tak mało tych zastrzeżeń macie :D
-
Gość: Klapserka, *.dynamic.chello.pl
2011/07/31 22:36:33
I chyba dobrze się stało, że napisałeś tę recenzję u progu 6 sezonu. Bo po 7 takiej gloryfikacji chyba już nie może być...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u