Blog > Komentarze do wpisu

S.Darko

Naprawdę nie chciałem. Nie chciałem obejrzeć tego filmu, nie chciałem nawet, żeby kiedykolwiek powstał. Ale "oni mnie do tego zmusili". Jacy "oni" ? Rzecz jasna wszyscy, którzy maczali łapska w powstaniu tej produkcji. Zmusili mnie do tego, żebym najpierw 1,5 godziny się męczył, a potem pastwił i nie zostawił suchej nitki na tym gniocie. Zanim zacznę narzekać, kląć i rzucać ostrymi przedmiotami krótko streszczę o co to całe halo. Rok 2001 - Richard Kelly ( nie mylić z "tym" Kellym - piosenkarzem :) pokazał światu "Donnie Darko", arcydzieło w każdym calu, niedościgniony wzór, wielowarstwową opowieść o chłopaku, którego pewnej zwyczajnie niezwyczajnej nocy odwiedza Frank, wielki niebieski królik. Wypowiada on znamiennie dla całego filmu słowa : "28 days... 6 hours... 42 minutes... 12 seconds. That... is when the world... will end. " Chłopak staje w obliczu bardzo trudnego dylematu, od którego być może zależy los nie tylko jego samego, ale także wszystkich Ziemian. Rok 2009 - w Hollywoodzie na dobre zagościła moda na kręcenie różnego rodzaju remake`ów, sequeli, prequeli, rebootów etc. Moda ta niestety nie ominęła wyżej wspomnianego dzieła. I tak oto powstało S.Darko - teoretycznie sequel filmu z 2001 roku, a praktycznie chyba bliżej mu do remake`a.

Akcja filmu dzieje się 7 czy 8 lat po wydarzeniach z 1 części. Tym razem pałeczkę głównego bohatera przejmuje młodsza siostra Donniego, Samantha. Początek jest tendencyjny. W czasie podróży z koleżanką psuje im się samochód. Wybawienie znajdują w nadjeżdżającym czerwonym Pontiacu Firebirdzie, a konkretniej w Randy`m, jego kierowcy, który w geście dobrej woli podwozi je do najbliższego motelu. Na miejscu dowiadują się, że naprawa ich samochodu nie jest tak prosta jak by mogło się wydawać, ergo siłą rzeczy zostają tu udupione na ładnych parę dni. Dopiero kolejne sceny przynoszą jako taką akcję. Jak się okazuje Samantha odziedziczyła po bracie przypadłość zwaną popularnie lunatykowaniem, co przysparza jej wielu nowych i niezapomnianych przygód...

 

 

Trudno w tym filmie doszukać się jakichkolwiek plusów. Jest to chamska zrzynka i żałosna kopia oryginału. Reżyser przerobił kilka scen z jedynki, przyprawił je swoimi i zdaje się losowo poukładał w jedną zdawać by się mogło całość. Mamy do czynienia z tymi samymi efektami specjalnymi, muzyka w dużej mierze pokrywa się z tą z pierwowzoru, nawet postacie są wyraźnym odzwierciedleniem tych z poprzedniej części. Wszystko to jest oczywiście podane w możliwie jak najgorszym wydaniu. To czego nie udało się naszemu wspaniałemu architektowi przenieść na grunt tego "dzieła" to mnogość interpretacji, czyli tego co stanowiło o sile "Donnie Darko". Mało tego, tutaj nie mamy nawet czego się domyślać, ponieważ wszystko mamy podane jak na tacy. Dosłownie z dupy wzięty wnuk Roberty Sparrow, godne politowania podróże w czasie, rozdzielenie niezwykłych umiejętności Donniego między 3 różne osoby to tylko część bezsensów w fabule. Gra Daveigh Chase ( Samanatha ) momentami jest tak irytująca, że patrzenie na nią sprawiało mi fizyczny i psychiczny ból. Jedynie Briana Evigan, grająca filmową koleżankę głównej bohaterki, pokazała, że wie na czym polega aktorstwo. Muzyka , w większości kiczowata, reszta to zrzyna z oryginału, występuje zdecydowanie zbyt często. W efekcie czego zamiast rasowego thrillera dostajemy imitację musicalu.

Obraz ten nie wypada dużo lepiej nawet, jeżeli przymkniemy oko na fakt, iż jest to kontynuacja pewnej historii i rozpatrzymy jako zupełnie oddzielną produkcję. Przez cały film, prawdopodobnie także za sprawą mało odkrywczych dialogów, wieje nudą na kilometr, a być może nawet i na dwa.Reżyser chyba chciał sobie i całemu światu coś udowodnić.Udowodnić, że filmów robić nie potrafi. I trzeba z całą stanowczością przyznać, że udało mu się to znakomicie.


Beznadziejny scenariusz, brak oryginalności i możliwości własnej interpretacji, nadmiar powtórzeń i dialogi wołające o pomstę do nieba  - ktoś chętny? :)

PS.Ponoć w planach jest już trzeci film z serii, powodzenia.

 

Produkcja : USA

Reżyseria : Chris Fisher

Scenariusz : Nathan Atkins

Obsada : Daveigh Chase, Briana Evigan, Ed Westwick, James Lafferty, Jackson Rathbone

Czas trwania : 101

Ocena : 2/10

 

poniedziałek, 29 czerwca 2009, rodion19

Polecane wpisy

  • The King of Kong

    Nie od dziś wiadomo, że rywalizacja jest tym, co napędza wielkie umysły do rozwijania się i dalszego udoskonalania naszej skromnej osoby. Stare rumuńskie przysł

  • Połączenie

    911, jaki jest powód zgłoszenia? Morderstwo, gwałt, włamanie, ale i kot na drzewie czy zgubiony pilot od TV. Ludzie dzwonią na telefon mający oferować prawdziwą

  • Polowanie

    Domniemanie niewinności to jedno z podstawowych praw, z jakim rodzi się każda istota ludzka. Dopóki wina nie zostanie ci udowodniona – jesteś niewinny. Wy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Le, *.bialapodlaska.vectranet.pl
2009/06/29 04:00:05
Widzę wybawiłeś mnie z niezłego bagna. Przynajmniej próbowałeś, bo mnie "oni wciąż do tego zmuszają". Pewnie ciekawość przeważy, bo przecież po pierwszej części taka pojawić się musi - mimo świadomości, że kontynuacja nigdy nie jest lepsza niż pierwowzór. W tym przypadku da się zauważyć, że 'nie jest lepsza', to mało powiedziane, niestety.

Że tak rzucę ogółem - przyjemnie się Ciebie czyta, leciuchno piszesz, dużo dajesz od siebie, widać tu dużo z Ciebie - Twoich emocji, języka i kąśliwości. Po przyklejeniu ciężko się odkleić - masz mnie ! ;)
-
rodion19
2009/07/01 01:27:54
Dziękuję bardzo za ten i za wszystkie, jak do tej pory tylko, pozytywne komentarze. Niezmiernie się cieszę, że ktoś to czyta oprócz mnie i że co ważniejsze nadaje to się do czytania. Jestem zdania, że jak coś jest na rzeczy to nie warto tego owijać w bawełnę i mydlić oczu stąd ta czasami dość ostra krytyka. Ja ze swojej strony będę starał się jeszcze bardziej jakoś upiększyć tą stronę i w miarę regularnie coś tu zamieszczać poczytnego.

Co do samego filmu to podchodziłem do niego z identycznym jak ty nastawieniem i nie sposób było przejść obojętnie obok tej pseudo-kontynuacji. Zawsze jakaś mała iskierka nadziei jest, patrz przykład Terminatora, Ojca Chrzestnego czy Obcego, których to kontynuacje były lepsze od pierwowzorów. No ale to jak widać zdarza się niezwykle rzadko ^^

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... stat4u